| Caroline Henderson |
No. 8 [Sundance Records: Jazz/Wokalistyka jazzowa] Czy można w Polsce zdobyć popularność rezygnując z występowania w plotkarskich programach telewizyjnych, tabloidowych gazetach czy też „pudelkowych” portalach internetowych? Caroline Henderson pokazuje, że można. Po kilkukrotnych wizytach na koncertach w Polsce w 2005 i 2006, po występach na Ladies Jazz Festiwal 2006 w Gdyni i festiwalu Jazz Na Starówce 2007 w Warszawie jest już wokalistką świetnie znaną jazzowej publiczności, choć trudno ją jednoznacznie przypisać tylko temu, jednemu gatunkowi muzycznemu. Jej ciemny głos znakomicie sprawdza się zarówno w repertuarze typowo jazzowym oraz tak samo nieprzeciętnie brzmi w klimatach soul, gospel i blues. Bez problemu panuje nad swoim głosem, a jednak z wielką ekspresją śpiewa zarówno standardy jazzowe, soulowe jak też popowe. Któż z jej fanów nie pamięta kapitalnych interpretacji „Jesus” Lou Reeda, „Libertango” Astora Piazolli, „It's A Man's World” Jamesa Browna, „Noboody” Toma Waitsa czy „Victor Should Have Been A Jazz Musician” Grace Jonesa... Najnowsza płyta, która trafia właśnie na polski rynek poszerza jeszcze spektrum muzycznych fascynacji zmysłowej, ciemnoskórej wokalistki. Autorskie odczytanie utworu „Bang Bang” Sonny’ego Bono przenosi nas gdzieś w okolice Cotton Club a klasyk znany z wykonań Franka Sinatry „Unchained Melody” Alexa Northa/Hya Zareta zachwyca dyskretną elegancją. Można mieć nadzieję, że nagrana w lutym 2008 roku płyta „No. 8” dopełniając muzyczny wizerunek Caroline Henderson sprawi, że jej nieprzeciętny talent i rzadko spotykana charyzma sceniczna będą wystarczającym magnesem dla kolejnych fanów wyrafinowanej muzyki. Wybrane recenzje poprzednich płyt Caroline Henderson z polskiej prasy:
Jeżeli ktoś wciąż jest głodny dziewczyn śpiewających jazz, spotkanie z Caroline będzie dlań miłym zaskoczeniem. Nagrywająca w Danii czarnoskóra wokalistka pozostając w kręgu ballady stawia na eklektyzm. I wygrywa, czarując nastrojem, ale nie nudząc. Klasyczne akustyczne brzmienia przenikają się tu z klubowymi echami nu-jazzu, a w programie płyty sąsiadują ze sobą songi z repertuaru Marleny Dietrch i Toma Waitsa oraz filmowe tematy z "Wild Is The Wind" i "Crying Game". Całość spaja soulowy głos Henderson, mocny i obdarzony zmysłową chrypką.
Gdy rozbrzmiewa orkiestra, staje się jasne, dlaczego na okładce widnieje informacja „Hi-Fidelity”. Zresztą to nie pierwsza płyta z katalogu Stunt Records, w której priorytetowo potraktowano jakość dźwięku. Muzycy są tuż przed słuchaczem, w kontrabas wręcz namacalny. Jendak brzmienie to nie jedyna zaleta płyty. Oklaski należą się także Caroline Henderson, znakomitej wokalistce z Danii. Przede wszystkim za dobór repertuaru. Mimo, że mamy do czynienia wyłącznie ze standardami, nie są to utwory ograne. A jeżeli nawet, to piosenkarka postarała się o ich nowy wydźwięk. „Made in Europe” to niezła porcja jazzu, wykonana bardzo współcześnie i do tego znakomicie zarejestrowana. Z instrumentów na pierwszy plan wysuwa się wspomniany kontrabas i to nie jedynie z powodu naturalności brzmienia, ale mistrzowskiej gry Andersa Christensena. To właśnie jego słyszymy w duecie z Caroline Henderson w kończącej kompozycji „Om Natten”. I chyba tylko ten nie angielski tekst zdradza pochodzenie bohaterki płyty, bo inaczej słuchacze byliby przekonani, że mamy do czynienia z amerykańską gwiazdą jazzu, goszczącą w europejskim studiu. więcej recenzji dobrych płyt? Strefa muzyki
Muzycy:
|