Poleć znajomym:

Wizerunek singla w Polsce

Autor:

2-08-2010

„Nie siadaj na rogu, bo zostaniesz singlem…". To zdanie usłyszałam w pubie, podczas pokonferencyjnego piwa. Żeby było śmieszniej (czy może bardziej ponuro) wypowiedziała je osoba, która na tejże konferencji wygłaszała referat poświęcony słowu „singiel” i jego pochodnym, taki jak singlizm czy singlowanie. Słowa są nadal nowe i niektórym na ich dźwięk skóra cierpnie...

Są to bowiem neologizmy, słowa zapożyczone z angielskiego, a przecież mamy (bardzo ekonomiczne i neutralne) omówienia w rodzaju „osoba samotna” albo dobre, sprawdzone przez wieki określenia „stara panna” i „stary kawaler”. Niemniej, jak zauważyła referentka, przyjmują się – tak ze względu na oszczędność, jak na fakt, że nie zawierają oceny stanu, do którego się odnoszą: singiel nie zawsze przecież jest „samotny”.

Co różni „starą pannę” od singielki?

O co chodziło z tym siedzeniem na rogu? To był oczywiście żart. Ale żarty czasem są bodźcem do mniej zabawnych refleksji. I kiedy już skończyłam się śmiać, pomyślałam: czyżby w tej kwestii faktycznie nie zmieniło się nic poza warstwą słowną? Czy „singiel” jest tylko politycznie poprawnym określeniem starego kawalera albo (jak w tym przypadku) starej panny? W czasach naszych babć mówiło się bowiem: „nie siadaj na rogu, bo zostaniesz starą panną”. Rozwiązaniem byłaby pewnie produkcja większej ilości okrągłych stołów, nie wiem, dlaczego tego zaniedbano. Pewnie nie byłoby wtedy żadnego wytłumaczenia dla upartej obecności starych panien w obrębie populacji.

Nie pamiętam, czy usiadłam wtedy na rogu; ale jeśli chodzi o moje konsekwentne singlowanie (czy staropanieństwo?), i tak byłoby już za późno. Wracając do tematu: czy zmieniło się tylko słowo? Czy termin przykry i dla niektórych obraźliwy zamieniono na termin neutralny, ale wszyscy i tak wiedzą, co się pod nim kryje? Jak wygląda wizerunek singla w Polsce? Samotność, poczucie bezwartościowości, niespełnienie, brak tego, co najistotniejsze… i tak dalej?

Singiel jako produkt uboczny społecznych przemian 

A przecież wydaje się, że zmieniło się tak dużo: przede wszystkim opóźnia się czas zawierania małżeństw i decyzji o posiadaniu dzieci. Przyczyny tej tendencji są oczywiście w pewnym stopniu ekonomiczne: założenie rodziny – kupno mieszkania, utrzymanie dziecka –  to, wobec faktu, że polityka prorodzinna naszego państwa wizerunek singla polsce 2kończy się na górnolotnych deklaracjach, poważna inwestycja i wiele osób odkłada ją na czas, kiedy ich sytuacja finansowa się ustabilizuje. Co więcej, pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci bywa, zwłaszcza dla kobiet, które wciąż wykonują większość zajęć związanych z opieką nad dziećmi i prowadzeniem domu, bardzo trudne.

Ten ostatni powód wskazuje na motywację inną niż czysto materialna: zmieniła się hierarchia wartości. Młode osoby, planując swoje życie, coraz większą wagą przypisują karierze, indywidualnej samorealizacji, wreszcie po prostu przyjemności, rozrywkom  i czasowi wolnemu. Jest to rewolucja zwłaszcza w przypadku kobiet, które – mimo utrzymywania się różnych form dyskryminacji – nie muszą w dzisiejszym społeczeństwie wiązać swoich życiowych planów tylko z małżeństwem i rodziną. W konsekwencji zawarcie małżeństwa, przestając pełnić funkcję wejścia w dorosłość, przekształca się w decyzję nieobowiązkową i podejmowaną stosunkowo późno.

Wiele osób urodzonych po 1975 roku jest w trakcie, lub ma za sobą, co najmniej kilkuletni okres singlowania. Staje się on wręcz normalnym stadium, przez które większość z nas na jakimś etapie przechodzi (dla niektórych będzie on trwać on całe życie). Dlatego single w Polsce stanowią coraz większą grupę. Jak podaje gazeta.pl: Na 15 mln gospodarstw domowych w Polsce, co trzecie składa się z jednej osoby. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, tworzą je przede wszystkim osoby w wieku od 25 do 40 lat. Zgodnie z sondażem CBOS, single to już 25 % polskiej populacji. Reakcją na tę sytuację są zarówno opublikowane już prace socjologiczne (zob. np.: Aldona Żurek Single. Żyjąc w pojedynkę, Warszawa 2008; Emilia Paprzycka Kobiety żyjące w pojedynkę, Warszawa 2008; Dorota Ruszkiewicz Życie w pojedynkę, Łódź 2008) jak i powstające coraz liczniej prace magisterskie. Nie one jednak kształtują popularny wizerunek singla w Polsce, ale teksty publicystyczne, które, nawet jeśli odwołują się do wyników badań socjologów czy psychologów, zwykle interpretują je tak, by były zgodne z kilkoma dominującymi stereotypami na temat singli.

Bogaci to single, biedni to samotni?

A zatem single to ludzie z dużych miast, młodzi, piękni i egoistyczni; tak określa ich analityk trendów społecznych Tomasz Karoń, komentując przygotowany przez siebie raport „Pokolenie wyżu”: „To ludzie, którzy przede wszystkim są nastawieni na rozwój kariery. Chcą zdobywać coraz lepszą pracę i zarabiać coraz większe pieniądze. Gdy je mają, mogą swobodne realizować swoje potrzeby i korzystać z przyjemności. Stają się samowystarczalni i mają poczucie bezpieczeństwa, a wtedy potrzeba bycia z kimś na stałe jest mniejsza” (raport przeprowadzono na zlecenie dziennika „Metro”) W ten wizerunek singla wpisane jeswizerunek singla polscet bogactwo.

Jak stwierdza Rafał Szubstarski, redaktor naczelny „Hotelarza”, w kontekście większych kosztów wakacji dla osób „samotnych”: „Single to klasa średnia lub wyższa. Za wygodę są w stanie płacić”. Skąd ta pewność? Czy nie ma biednych – albo po prostu żyjących na niższej stopie i zmuszonych do oszczędzania – singli? Dlaczego wizerunek singla w Polsce to portret krezusa? To nie może być obraz właściwy, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że, jeśli chodzi o kilka ostatnich lat, wykształcenie (zgodnie z raportem dziennika Metro większość singli ma wyższe wykształcenie) niekoniecznie wiąże się z wysokimi dochodami.

A może bogaci to single, biedni to samotni? Samotność bez wysokich dochodów nie kojarzy się już z modą i stylem życia, tylko z problemami życiowymi, którymi trzeba stawić czoło samotnie… Dlatego też tak trudno w polskich warunkach używać określenia „single” wobec żyjących samotnie osób powyżej 60. roku życia. Ich sytuacja materialna jest zwykle trudna; pogarsza ją jeszcze wykluczenie społeczne – w dalszym ciągu uważa się, że naturalną grupą odniesienia osoby starszej są dzieci i wnuki, jeśli ich nie ma, pozostaje ona sama (czyli samotna). W tej sytuacji nieprzyzwoitością wydaje się mówienie w odniesieniu do nich o „wyborze” czy „stylu życia”. Osoby starsze, samotni rodzice (najczęściej matki) z dziećmi czy ludzie po rozwodzie nie pasują do medialnego wizerunku singla.

Nieudacznicy, egoiści, czasem i jedno, i drugie!

Wizerunek singla w Polsce nie jest jednoznaczny. Pojawia się czasem rozróżnienie na singli, czyli tych, którzy wybrali samotność, i tych, którzy są sami nie z wyboru – po prostu samotnych: „Trochę irytuje mnie nazywanie singlami każdej osoby bez partnera/ partnerki. Singiel to jak dla mnie osoba o mocno zarysowanym indywidualizmie, która nie chce wchodzić (być może JESZCZE nie chce) w żaden związek. Natomiast ludzie, którzy są samotni, ale chcą to zmienić i robią co tylko mogą by to zmienić - to po prostu... ludzie samotni ;]” – tak pisze użytkownik forum gazeta.pl.

Z drugiej strony „singli traktuje się nieudaczników albo takich, co źle trafili z miłością, i teraz cierpią” (jak zauważa antropolog Waldemar Kuligowski); to wizerunek singla bliższy polskiej kulturze masowej, upatrującej w miłości lekarstwa na wszystkie osobiste bolączki i niemal metafizycznego zbawienia. Dotyczy to zresztą zarówno reprezentacji popularnych, takich jak serial Magda M., jak i tekstów kultury aspirujących do statusu dzieł sztuki, jak Pręgi Magdaleny Piekorz.

Single to zatem albo nieudacznicy, albo egoiści; czasem jedno i drugie, jeśli uznaje się za miernik życiowego sukcesu nawiązywanie trwałych relacji interpersonalnych, z których najważniejsze są oczywiście relacje z płcią przeciwną. Taki wizerunek singla w Polsce jest jednowymiarowy i daleki od doświadczeń realnych singli; tym gorzej, że medialne reprezentacje współkształtują to doświadczenie, wzmacniając tradycyjny polski konserwatyzm i uzupełniając rodzinną presję na zawieranie związków wypowiedziami o egoizmie i konsumpcyjnym nastawieniu albo domniemanych emocjonalnych problemach singli.

Być może, jak stwierdza prof. Janusz Czapiński, małżeństwo lub trwały związek uszczęśliwiają (zob. Janusz Czapiński, Psychologia pozytywna - nauka o szczęściu, zdrowiu, sile i cnotach człowieka, Warszawa 2004). Badania naukowe mają jednak to do siebie, że wiele zależy w nich od przyjętych założeń badacza, które decydują o wyborze badanej grupy, metodzie i sposobie formułowania zadawanych pytań. Przeprowadzone przez dr Tobiasa Greitemayera z University of Sussex badania wykazują z kolei, że single mogą być samo zadowoleni z życia jak osoby świeżo po ślubie; mają także takie samo poczucie własnej wartości (zob. B. Banasiak-Parzych, Szczęśliwy jak singiel?, blog Charaktery). Być może przyczyną poczucia szczęścia (lub nieszczęścia) jest w dużej mierze akceptacja społeczna życiowych wyborów?

Autorka: Joanna Bednarek

Ostatnie komentarze

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Dodaj swój komentarz.