Single na minusie
10-04-2011
Single są dziś społecznym faktem dokonanym. To już nie tylko modne słowo i określenie dla grupy libertynów o uwodzicielskim uśmiechu, ale ważna część współczesnej Polski. Ci, którzy z przyczyn różnych swoją codzienność odmieniają tylko w liczbie pojedynczej, coraz częściej tym samym stają się bohaterami i bohaterkami filmów, powieści, seriali i artykułów w prasie. Ich droga z marginesu powszechnej uwagi do mainstreamu rozważań o państwie i społeczeństwie nie będzie, widać to dziś wyraźnie, ani krótka, ani łatwa. Ale że pierwsze kroki zostały już zrobione - nie powinno budzić wątpliwości. Jednym z dowodów na to może być ogłoszona przez Wydawnictwo Filar książka Dawida Kornagi Single +.
Kwestia perspektywy
Powieść Kornagi to niezwykle ciekawe zadanie dla każdego, kto myśli o sobie jako o singlu - kimś, kto nie jest sam „tylko teraz", „przez moment", ale kto dopuszcza myśl (czasem nawet już się do niej przekonał), że resztę życia ma szansę spędzić solo. Nie ma taki osąd oczywiście charakteru twardej deklaracji - wszak miłość jest jak grypa: spada na człowieka nagle i nie tylko wiosną - ale stanowi o pewnego rodzaju tożsamościowym otwarciu, gotowości spojrzenia na swoje życie z nieco innej perspektywy i bez nadbagażu dotychczasowych uprzedzeń (że mąż/żona, dzieci to „naturalny porządek rzeczy"). Tego rodzaju otwartość pozwala najskuteczniej zadumać się nad medialnym wizerunkiem singla w dzisiejszej Polsce, wizerunkiem, który zakłada, że Singlem przez wielkie „S" jest się raczej tylko w Warszawie; gdzie indziej to raczej wciąż starą panną czy starym kawalerem... Nie bez powodów single Kornagi żyją w stolicy, nie bez powodów tam też toczą się losy większości „pojedynczych", których znamy z TV...
Kornaga w swojej powieści daje głos showmanom, producentom telewizyjnym, gwiazdkom polskich seriali... takim czy innym celebrytom, socjecie tzw. „warszawki". Ten wybór jest istotny i trzeba mieć jego świadomość, gdy po książkę Kornagi się sięga. Historie tam zawarte składają się na obrazek współczesnej „klasy próżniaczej" - choć dziś jest to próżnia przede wszystkim duchowa.
Szereg monologów zaprezentowanych w powieści pokazuje, że bohaterowie zasadniczo są do siebie podobni. Dobra impreza, namiętny seks, toskańskie wino, angaż w promowanym talk-show, chleb ze smalcem na zasadzie folkloru przegryzany do wódki - to od początku do końca wartości bezwzględne. Swoje działania bohaterowie opatrują są co prawda cynicznym komentarzem i przyprawiają szczyptą elokwentnej ironii, ale statusu wartości powyższym zjawiskom nie odbierają. Wręcz przeciwnie.
Wielość perspektyw, którą obiecuje Kornaga, to zatem pewnego rodzaju zmyłka. Po kilku nitkach droga prowadzi do tego samego kłębka, którego (nie chcąc psuć fabularnych rozstrzygnięć wszystkim, którzy po książkę sięgną) rozsupływać w tym miejscu nie zamierzam. Ale dodać mogę, że silne „ja" Krystiana, którego czytelnik poznaje na samym początku i którego dwa monologi biorą w klamrę wszystkie pozostałe, stanowi istotne centrum tego świata. I to Krystiana sposób oceny świata określa też metody właściwe pozostałym bohaterom i bohaterkom.
„Kogo obchodzi moje istnienie. Pochodzę z gatunku ludzi niepotrzebnych, o których odczuciach i tym, że mają w ogóle jakieś odczucia, nikt nie myśli przy projektowaniu ustawy budżetowej. Jestem to jestem, nie będzie mnie, to nie. Zaliczam się do najliczniejszej odmiany człowieka. Człowieka niepotrzebnego. Jak to zabrzmi po łacinie?" - tak myśli o sobie Krystian, pokazując jednocześnie, że ma o sobie bardzo dobre mniemanie, a jego egzystencjalny spleen to jedynie marudzenie dla zabicia nudy.
Siła przyzwyczajeń
Pozostali bohaterowie nie są szczególnie lepsi. Można zresztą uwierzyć w ich zwątpienia i lęki, ich troski i codzienne bolączki... Choć większość czytelników Kornagi pewnie z warszawskim życiem "wyzszych sfer" nie ma na co dzień do czynienia, to zasadnicza część ich emocjonalnych zagmatwań nie odbiega szczególnie od problemów przeciętnego singla, poszukującego stabilizacji, recepty na życie, odpowiedzi na ważne pytania.
Tyle że, o ile przeciętny zjadacz chleba „stanu wolnego" myśli o sobie i swoich problemach poważnie, o tyle bohaterowie Kornagi są przesiąknięci cynizmem i wyuczonymi pozami do tego stopnia, że trudno się z nimi identyfikować. Jeśli ktoś „nadaje na podobnych falach", co Krystian, Kaja czy Zielony Kwiatuszek, może odkryje w wywnętrznieniach którejś z tych postaci swój głos; większość czytelników i czytelniczek najpewniej jednak będzie wędrować przez historie Kornagi jak przez jakieś dziwne ludzkie zoo, obserwując duchowe aberracje i nieporozumienia, raczej irytując się na bohaterów, niż zdobywając się względem nich na współczucie.
Ku przestrodze pisze zatem Kornaga? To właśnie najtrudniej jest stwierdzić. I w momencie, w którym zaczniemy zadawać pytania o potrzebę tego rodzaju literackiej fikcji, zaczyna się problem. Co bowiem zrobić, kiedy z kilku portretów poskładana całość okaże się niezbyt odległa od punktu wyjścia? To dowodzi, że trudno o pełniejszy wyraz beznadziei, w której utknęła część bohaterów? Taki powinien byc punkt dojścia narracji mającej pokazać, że życie współczesnego singla to katastrofa marginalizacji i konieczności łatania ersatzami sensu dziurę po większej prawdzie? Kornaga byłby w tym momencie spadkobiercą długiej linii krytyków schorzeń i wynaturzeń cywilizacji; nie bez znaczenia byłoby dla współczesnego czytelnika to, że jednym z młodszych.
Za literackim projektem Kornagi przemawia z całą pewnością jego aktualność. Dla czytelnika osadzonego we współczesnych realiach kulturowych łatwiej z pewnością dyskutować Krystianem, rozerotyzowanym freelancerem, czy identyfikować się z Magdą, dziewczyną z kompleksami na tle rozmiarów swego biustu, która (wbrew swoim planom na życie) odkrywa, że jest w ciąży, niż z duchowymi perypetiami bohaterów i bohaterek lektur sprzed lat. „Czasem brakuje mi tego ciepła kiczowatego przyjaźni, a jednak autentycznego, bo autentyzm, wbrew pozorom, kocha się w kiczu" - myśli sobie bezradna i zagubiona Justyna. Może też czuć się osaczona, bo doświadczenia jej i wielu ludzi dookoła zbytnio nasycone są kulturowymi kliszami, scenami z telenowel dla trzydziestoletnich niezależnych kobiet i video-erotycznymi marzeniami wychowanych na CKM-ie samców. Fakt, że to tylko „piaskownica dorosłych" niewiele tu zmienia. Bo to jedyna przestrzeń działania, a infantylizm, jakim podszyte są zachowania (świadomej tego zresztą) Justyny lub (już mniej świadomych tego) innych postaci to rodzaj klątwy, jaka wisi nad tym światem niedorosłości i wiecznego otumanienia.
Sprawa reprezentatywności
Warszawa początku XXI wieku i jej mniej lub bardziej malownicze zakątki to przestrzeń, do której, zdaniem Kornagi, pasują jak ulał sceny dzikich imprez (z obowiązkowym szybkim numerkiem na balkonie lub na tylnim siedzeniu samochodu), wymiotowanie na taksówkarza podczas powrotu do domu, spotkania z dilerem w parku i spontaniczne napady na bank... Czy tak jest i dla jakiego odsetka populacji stołecznego miasta - nie wiem. Ale czy taki tryb życia jest treścią egzystencji większości singli w naszym kraju - śmiem wątpić.
Głód drugiego człowieka połączony z niemocą budowania więzi - ten „dwupak", który stanowi fundament realnego problemu wielu ludzi w dzisiejszym świecie, to temat, wydaje się, zbyt ważny, by zbywać go wylewną prozą pełną soczystych paradoksów i feerią intrygujących scen erotycznych. Erotyzm w prozie Kornagi ma zresztą charakter podobny do roli, jaka odgrywa w życiu jego postaci. Jest zabawą i (zbyt często) tchnie niezbyt wyszukaną prowokacją (jak wątek kondoma zagubionego w ciele jednej z bohaterek i odnalezionego poniewczasie). To mocno osłabia szanse tej prozy, by stanowić pozytywny i tym samym ważny głos w sprawie możliwości przezwyciężenia impasu, który dla kawiarnianego warszawiaka może być zgrywą i pretekstem do stylistycznych zabaw, „kolejnym miotem słów, który krzywdy nikomu nie zrobi", by zacytować rozważania jednego z bohaterów, dla wielu ludzi jest jednak treścią ich życia. Niezbyt - trzeba dodać - przyjemną treścią.
Kornaga nie decyduje się wybiec daleko poza okolice Krakowskiego Przedmieścia, by poszukać bohaterów mniej może spektakularnie, ale - wydaje się - pod niejednym względem bliższych społeczności polskich singli. Zastanawia tym samym tytuł, który być może ma wskazywać na osoby "z lepszych sfer", być może na potencjał, który w jego bohaterach tkwi (również ten do nawiązywania więzi i tworzenia rodzin). Tytułowy plus z mojej perspektywy jest plusem (powtarzając za autorytetem) ujemnym. Większość bowiem singli ma marne szanse (a może tylko bardzo chcę w to wierzyć?) rozpoznać się w bohaterach i bohaterkach powieści Kornagi. Obyczajowy ekstremizm tych postaci bliższy jest bowiem „rzeczywistości" TVN-owskich seriali i tej znanej z tabloidowych prowokacji, niż doświadczeniom przeciętnego polskiego samotnika. Nie wiem, po przeczytaniu powieści Kornagi, jak daleko od swoich bohaterów widzi siebie sam autor. Z mojej perspektywy i po przemyśleniach na temat zasadniczych partii fabuły - chciałbym aby widział siebie (podobnie jak większość singli-czytelników) jak najdalej.
Autor: Marcin Jauksz
Zapraszamy do wizyty na stronie wydawnictwa Filar.
Więcej artykułów z czytelni
Lifestyle
- Sposoby dla dziewczyn, żeby przeżyć Euro 2012
- Przygody na jedną noc – tipsy weterana (wojennego)
- Dobry PoDatek - podziel się twoimi pieniędzmi
- Wakacje dla singla
- Netykieta, czyli o dobrych obyczajach słów kilka
- Zobacz wszystkie
Strefa kultury
- Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
- The Rough Guide - różni wykonawcy
- Sztuczydło na zamówienie! Kaktus w sercu
- Romansując z przeszłością
- W poszukiwaniu namiętności
- Zobacz wszystkie
StrefaSingla.pl i Klub
- Klub StrefaSingla.pl - 7 dni na nową znajomość!
- Kim jest nasz Strefowicz?
- O publikacji dla singli
- Pyszne wrażenia zrealizowane dzięki StrefaSingla.pl - brunch w Country Parku
- Dlaczego StrefaSingla.pl?
- Zobacz wszystkie


Ostatnie komentarze