Quirkyalones: sami i szczęśliwi
Autorka: Joanna Bednarek
15-09-2010
Quirkyalones to single, którzy nie uważają swojego statusu za klęskę i powód do zastanawiania się: "co ze mną jest nie tak?". To ludzie, których nie przeraża wizja pozostania sam na sam ze sobą w czterech ścianach i którzy uważają Sylwestra spędzonego w gronie przyjaciół za równie udanego, co spędzonego z partnerem. Słowem: sami... i zadowoleni z tego.
Słowo quirkyalone źle znosi próby przeniesienia na polski grunt; nie sposób przetłumaczyć go z powodzeniem. Quirky to ktoś ekscentryczny, odbiegający od standardów, „dziwny", ale w sensie pozytywnym; alone - sam, ale nie samotny (lonely). O ile różnica między samym i samotnym jest wyraźna w języku polskim, o tyle trudno znaleźć szczęśliwy odpowiednik dla quirky. Język polski nie ma pozytywnego słowa na odbieganie od norm i standardów; inny, dziwny, odmienny, osobliwy itd., są w najlepszym razie neutralne albo negatywne; nawet „ekscentryczny" w codziennym użyciu często nabiera ironicznego wydźwięku...
Przypominam sobie, w jakim kontekście używano słów „inny" i „dziwny" w mojej podstawówce - były równoznaczne z deklaracją odrazy albo wyrokiem społecznego ostracyzmu. Kiedy szczęśliwie przestajemy być trzynastolatkami, zakres naszej tolerancji wobec tego, co inne, trochę się poszerza, definicje normalności stają się bardziej pojemne - ale tak czy inaczej nadal obowiązują. A bycie singlem oznacza odstępstwo od norm społecznych - zwłaszcza jeśli nie jest się z tego powodu nieszczęśliwym/ą.
Quirkyalones to przede wszystkim silne indywidualności. Jak stwierdza w ich imieniu Sasha Cagen: Jesteśmy kawałkami układanki, które rzadko pasują do innych kawałków. Nie są jednak przeciwnikami związków jako takich; mają tylko co do nich bardzo wysokie wymagania. Postrzegają miłość w bardzo romantyczny sposób, jako związek dwóch autonomicznych osobowości, porozumienie dusz i osobistą samorealizację. Nie do przyjęcia jest więc dla nich związek, w którym trzeba rezygnować z prywatnej przestrzeni. Miłość (nie oznaczająca rezygnacji z własnego ja) to coś, co może się zdarzyć lub nie - i nie ma sensu marnować życia na zamartwianie się, że jeszcze się nie wydarzyło. Dlatego też quirkyalone nie czuje się dobrze w kulturze nacechowanej przez, jak określa to Cagen, „tyranię związku", utożsamiającej spełnienie i szczęście ze znalezieniem partnera (oczywiście zwłaszcza w odniesieniu do kobiet). Quirkyalones nie są samotnikami; w ich życiu istotną rolę odgrywa przyjaźń, w kulturze głównego nurtu niedoceniana i zaniedbywana na rzecz miłości, a nierzadko równie doniosła, stanowiąca źródło wsparcia i emocjonalnego spełnienia (ale także uczuciowych komplikacji).
Quirkyalones to single, którzy nie uważają swojego statusu za klęskę i powód do zastanawiania się: „co ze mną jest nie tak?”. To ludzie, których nie przeraża wizja pozostania sam na sam ze sobą w czterech ścianach i którzy uważają Sylwestra spędzonego w gronie przyjaciół za równie udanego, co spędzonego z partnerem. Słowem: sami i zadowoleni z tego. Termin, jego definicja i całe zamieszanie są zasługą amerykańskiej dziennikarki i pisarki Sashy Cagen, która w 2000 roku opublikowała w alternatywnym magazynie To Do List esej People Like Us: The Quirkyalones. Potem, w 2004 roku, pojawiła się książka: Quirkyalone: A Manifesto for Uncompromising Romantics (Quirkyalone: manifest dla bezkompromisowych romantyków). Spotkała się ona z entuzjastycznym przyjęciem; doczekała się dwóch wydań i kilku przekładów.
Dziś wokół idei quirkyalone wyrosło w USA coś, co można spokojnie nazwać subkulturą (czy, jak woli mówić Cagen, ruchem): społeczność internetowa (strona i forum), organizowane cyklicznie wydarzenia „w realu” (Międzynarodowy Dzień Quirkyalone, świętowany 14 lutego), duży oddźwięk na blogach poświęconych życiu singli – zarówno tych socjologicznych czy psychologicznych, jak i prywatnych. Są nawet w sprzedaży specjalne koszulki i podkładki pod mysz…
Jakie są przyczyny tej popularności? Wydaje się, że Sasha Cagen znalazła sposób na nazwanie i zdefiniowanie doświadczenia, które było udziałem wielu amerykańskich singli. W USA stanowią oni aż 50% populacji; nawet jeśli założymy, że część z nich uważa swój status za niepożądany, nie sposób uznać, że dotyczy to wszystkich. Wiele osób pozostaje samych z wyboru. Problem w tym, że ich sposób życia, choć tolerowany, nie znajduje oddźwięku w mediach i kulturze masowej. Ich doświadczeniu brakuje społecznego „lustra” pozwalającego większości z nas czuć, że nasze życiowe wybory są słuszne.
Kto rozpoznaje siebie w tej definicji? Cagen podkreśla elitarność tej grupy: stanowimy prawdopodobnie mniej niż 5% populacji. Faktycznie wygląda na to, że przekrój społeczny grupy osób deklarujących się jako quirkyalones odbiega od standardowego. Zgodnie z przeprowadzonym w 2005 roku sondażem (w którym wzięło udział 750 osób - 80% kobiet i 20% mężczyzn - „ruch" jest więc w przeważającej części kobiecy), wśród quirkyalones przeważają osoby wykształcone (tzn. po college'umasters degree - 74% badanych). Ich poglądy polityczne są różnorodne, ale, co chyba mało zaskakujące, tylko niewielka grupa deklaruje się jako Republikanie; większość przeciwstawiała się obecności wojsk amerykańskich w Iraku. Nieco więcej osób niż w przeciętnych sondażach podaje, że jest orientacji innej niż heteroseksualna.
Ruch wykształconych, prawdopodobnie raczej dobrze sytuowanych liberałów z Zachodniego Wybrzeża? Trochę tak, ale co w tym złego? Można powiedzieć na dodatek, że chodzi o zjawisko wykreowane w mediach, promowanie tożsamości, czyli stylu życia i modelu konsumpcji, o stworzenie kolejnej mniejszościowej grupy i niszy rynkowej. I znowu, można się z tym zgodzić - ale z pewnymi zastrzeżeniami. Media i kultura masowa dostarczają wzorców pozwalających nam czuć się w społeczeństwie u siebie: dlatego tworzenie mniejszościowych grup opartych o tożsamości jest narzędziem zdobywania społecznej widzialności i akceptacji. Rytuały, takie jak małżeństwo z samą/ym sobą czy wspomniany Międzynarodowy Dzień Quirkyalone jako alternatywa dla Walentynek, pozwalają singlom zakorzenić się społecznie, przestać postrzegać siebie jako odosobnionych, niewidzialnych; skłaniają też innych do podobnej zmiany postrzegania. Pozwalają również myśleć o relacjach społecznych i związkach międzyludzkich inaczej, poza ustalonym wzorcem pary i rodziny.
Podobnym, choć już nie związanym z ruchem quirkyalone, społecznym znakiem tożsamości jest coraz popularniejsza w Szwecji obrączka dla singla. To nie tylko deklaracja dla ewentualnych przyszłych partnerów, ale również deklaracja tożsamości i stylu życia. Singlowanie przestaje w ten sposób być zjawiskiem negatywnym. Przekształcając się w sposób życia, pozytywny wybór bycia samym/ą.
Głosy na temat zjawiska quirkyalone pojawiały też w Polsce. Reakcje bywają pozytywne: Uff... w końcu dopisali do mnie definicję. Na ogół jednak trudno znaleźć świadectwa bezkrytycznej afirmacji. Pojawiają się na przykład wypowiedzi w zasadzie akceptujące ideę quirkyalone, jednak świadczące o tym, że ich autorzy wiążą z nią raczej tradycyjną rezygnację albo lęk przed samotnością: No, tak ja jestem taka całe życie, na razie księcia nie widać, są dni kiedy chce się wyć, na szczęście tylko czasem. Wydaje się, że polskim singlom trudno utrzymywać entuzjastyczny ton, uderzający w wypowiedziach Sashy Cagen i innych amerykańskich quirkyalones. Częściej pojawiają się negatywne nastroje: frustracja, tęsknota za prawdziwą miłością albo poczucie nieokreślonej pustki i braku. Praca, choć wiąże się z sukcesem, jest postrzegana jako bezsensowna.
Czy to dlatego, że, zgodnie ze stereotypem, Polacy są ogólnie smutniejsi od Amerykanów i zadowolenie z życia jako takie jest u nas towarem deficytowym? Możliwe... Trzeba jednak pamiętać, że „tyrania związków", o której mówi Cagen, jest w Polsce chyba jeszcze silniejsza i bardziej rozpowszechniona niż w USA. Przede wszystkim dlatego, że mniejsza jest też liczba środowisk, w których funkcjonują alternatywne wobec „rodzinnego" modele więzi społecznych, oparte na przykład na grupach przyjacielskich. Trudno utrzymywać entuzjazm związany ze swoim singlowym stanem 24 godziny na dobę w kraju, gdzie odbiegające nawet nieznacznie od normy style życia nie są szczególnie mile widziane. Dlatego na pozytywne, optymistyczne podejście do singlizmu, jakiego świadectwem jest książka Cagen i cały ruch quirkyalone, będziemy pewnie musieli jeszcze poczekać.
Więcej artykułów z czytelni
Lifestyle
- Sposoby dla dziewczyn, żeby przeżyć Euro 2012
- Przygody na jedną noc – tipsy weterana (wojennego)
- Dobry PoDatek - podziel się twoimi pieniędzmi
- Wakacje dla singla
- Netykieta, czyli o dobrych obyczajach słów kilka
- Zobacz wszystkie
Strefa kultury
- Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
- The Rough Guide - różni wykonawcy
- Sztuczydło na zamówienie! Kaktus w sercu
- Romansując z przeszłością
- W poszukiwaniu namiętności
- Zobacz wszystkie
StrefaSingla.pl i Klub
- Klub StrefaSingla.pl - 7 dni na nową znajomość!
- Kim jest nasz Strefowicz?
- O publikacji dla singli
- Pyszne wrażenia zrealizowane dzięki StrefaSingla.pl - brunch w Country Parku
- Dlaczego StrefaSingla.pl?
- Zobacz wszystkie


Ostatnie komentarze