Przymrozek egzystencjalny
17-08-2010
Nowy film Debry Granik zaczyna się od piosenki. Śpiewany a capella przez Meredith Sisco Missouri Waltz towarzyszy obrazom dzieci bawiących się przed niezbyt solidnie wyglądającym domem w jesiennym, burym krajobrazie. Kołysanka trwa, a widz dostrzega i starsza dziewczynę - pracującą, bawiącą się nieco z dziećmi. Piosenka mówi o przeszłości i brzmi jak magiczne zaklęcie nakładane na tę szarą rzeczywistość, zaklęcie, które sprawia, że szarość może wydawać się od samego początku nieco mniej szara. Ale tylko na chwilę.
Nominowany do Oskarów film "Do szpiku kości" już w kinach!
Historia opowiedziana w filmie nie należy do najweselszych. Widz zostaje zabrany w te rejony amerykańskiej prowincji, gdzie cywilizacyjne zdobycze ludzkości jakby zostały zapomniane. Jesteśmy w świecie niby po dziwnej, wyniszczającej ludzkość wojnie, gdzie ci, co ocaleli, radzą sobie jak mogą przy użyciu wszystkich możliwych środków. Henry David Thoreau mógłby być dumny, gdyż oto, po przeszło stu pięćdziesięciu latach, jego ideały bliskiego współżycia z przyrodą, samodzielności w zapewnianiu sobie bytu i wolności od cywilizacyjnej przemocy zagnieżdżają się na dobre w praktyce zwyczajnego Amerykanina. Różnica polega na tym, że o ile transcendentalista znad stawu Walden brał się za bary z dziczą z wyboru, bohaterowie filmu Granik robią to z konieczności.
Pokazany w filmie Ozark we wschodniej Oklahomie to rejon, w którym każdy stara się jak może, by przetrwać kolejny dzień, tydzień, miesiąc... Bohaterowie w większości nie pracują, jeśli zaś parają się jakimś zajęciem, to jest to działalność bezprawna. Pieniądze zdobywają na produkcji metaamfetaminy; pożywienie, opał i inne dobra znajdują w lesie. Ziemia, tereny leśne - to jedyne, co posiadają, lub z czego, mając tam wolny dostęp, nie wahają się korzystać. Ich pożywienie to łosie i wiewiórki, ich domy zrobione są z drewna, ich życie jest proste, można powiedzieć najprostsze.
Nie jest jednak tak, że państwo nie potrafi sobie o nich przypomnieć. Oto ojciec głównej bohaterki, siedemnastoletniej Ree Dolly (w tej roli nominowana do Oskara Jennifer Lawrence), jedynej opiekunki rodziny, zastawił swego czasu ich dom jako kaucję. Zbliża się termin rozprawy, a o tacie słuch zaginął. Młoda bohaterka staje zatem przed trudnym zadaniem - odnalezienia papy, który najwyraźniej nie chce być znaleziony. Albo jej się uda, albo u progu przenikliwie chłodnej zimy znajdzie się z dwójką rodzeństwa i niepełnosprawną matką - chciałoby się rzec: „na bruku", ale właściwszą frazą byłoby „na leśnej ściółce". Jesteśmy wciąż w samym środku górskich lasów, z wszystkimi tego konsekwencjami. 
Tym samym najlepiej zabrzmiałoby: „na lodzie". Bo zapowiadany jest w tytule chłód przenika ten film na wskroś. Nie jest to tylko sprawa pogody i panującej temperatury. Ten chłód bije również z postaci, które w tym filmie się pojawiają. Klanowa solidarność, zadawnione spory, personalne antypatie - wszystko to buduje atmosferę nieufności i niechęci względem każdego, kto zbliża się do furtki, a nie jest „jednym z nas". Nie do końca rozumiejąca zasady podziałów Ree Dolly (cudowną jest scena, gdy nie rozumiejąc, dlaczego się ją wyrzuca, mówi: „przecież wszyscy jesteśmy spokrewnieni") bezczelnie wręcz przekracza istniejące granice posesji i zadaje pytania, których nikt nie chce nawet słyszeć.
W świecie ludzi, którzy radzą sobie, jak mogą, którzy nie wahają się naruszać prawa, by przetrwać, ta, która szuka jednego z nich, jest niebezpieczna - nawet jeśli jest jego córką. Granik odkrywa przed widzami Amerykę, w której o więzach klanowych nie świadczą więzy krwi. A przynajmniej: nie tylko one... Zasady rządzące tym światem bliskie są tym organizującym społeczności prymitywne. Ree odwołuje się do rozpoznawanych przez nie wartości ochrony własnej rodziny, ale mimo to jej stanowczość graniczyć zaczyna na pewnym etapie z niebezpiecznym szaleństwem. Do jakiego stopnia - tego dziewczyna rozumieć nie może... Nie może też tego rozumieć widz, aż do niezwykłego finału.
Kino, które obrazuje rejony nędzy, nie może być kinem przyjemnym. A jednak hart, z jakim Ree wyrusza na swą wyprawę, mimo marnej nadziei, pokazuje ciekawy a niedostrzegany zbyt często epicki charakter tego rodzaju „kina małej niezłomności". To kino spokojnego rytmu, niespiesznie rozwijającej się akcji, a jednocześnie magnetyczne i emocjonujące. Jego siła ma swe źródło w sugestywnych portretach postaci i znakomicie zbudowanych scenach, w których napięcie narasta pomału, ale jest niezwykle autentyczne. Wspomniałem Thoreau i jego życie nad Waldenem, ale może właściwszą lekturą z pism amerykańskiego transcendentalisty byłby w tym kontekście Cape Cod. I Ree bowiem, i jej rodzina, ta bliższa oraz ta dalsza, należą do owej twardej rasy, którą uosabiali dla Thoreau rybacy z tytułowego przylądka, ludzie, którzy walczą z żywiołem, ludzie, którzy nie okazują strachu.
Filmowa opowieść Granik to wyprawa w rejony podobnej wzniosłości. To brutalny świat , nieznoszący żadnych kompromisów. I będzie to pamiętna przeprawa dla każdego, kto wraz z Ree w jej wędrówkę wyruszy. W Polsce zima właśnie wróciła i kino mogłoby się wydawać dobrą osłoną przed niską temperaturą. Tym razem jednak chłód z siebie w projekcyjnej sali strząsnąć będzie można jedynie częściowo.
Autor: Marcin Jauksz
Więcej artykułów z czytelni
Lifestyle
- Sposoby dla dziewczyn, żeby przeżyć Euro 2012
- Przygody na jedną noc – tipsy weterana (wojennego)
- Dobry PoDatek - podziel się twoimi pieniędzmi
- Wakacje dla singla
- Netykieta, czyli o dobrych obyczajach słów kilka
- Zobacz wszystkie
Strefa kultury
- Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd
- The Rough Guide - różni wykonawcy
- Sztuczydło na zamówienie! Kaktus w sercu
- Romansując z przeszłością
- W poszukiwaniu namiętności
- Zobacz wszystkie
StrefaSingla.pl i Klub
- Klub StrefaSingla.pl - 7 dni na nową znajomość!
- Kim jest nasz Strefowicz?
- O publikacji dla singli
- Pyszne wrażenia zrealizowane dzięki StrefaSingla.pl - brunch w Country Parku
- Dlaczego StrefaSingla.pl?
- Zobacz wszystkie


Ostatnie komentarze