Poleć znajomym:

Przyjaźń: równie ważna jak miłość

Autor: 27 Ostatni wpis od Kaziu

10-05-2011

Przyjaźń wykracza poza konwencjonalne relacje związane z podobieństwem wieku czy sytuacji społecznej zaangażowanych osób. Prawdziwa przyjaźń jest czymś zupełnie innym – wyjątkową, bardzo osobistą relacją między dwiema jednostkami, która radykalnie przekształca ich życie i może być źródłem wsparcia w najcięższych sytuacjach.

Przyjaźń: równie ważna jak miłość

Książka Dee Brestin „Kobieca przyjaźń - prawda czy mit" porusza ważne i istotne zagadnienie. Dowiedz się, czy przyjaźń może być równie ważna jak miłość i czy kobiety istotnie mają mózgi inne od mężczyzn. Prezentujemy recenzję interesującej książki wydanej przez wydawnictwo W drodze.  

Przyjaźń między kobietami jako dar
Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule: zdecydowanie prawda! Dee Brestin stawia tezę o wyjątkowości więzi między kobietami. Dlatego też jej książka jest głównie poradnikiem, podpowiadającym, jak doceniać przyjaźnie i dbać o nie. Jest jednak również dodającą pozytywnej energii afirmacją przyjaźni jako takiej i tekstem mającym ukazać, jak ważną rolę odgrywa przyjaźń w naszym życiu.
Przyjaźń: równie ważna jak miłość

Zdaniem Brestin przyjaźń jest dla kobiet istotniejsza niż dla mężczyzn; więzi przyjaźni między kobietami są też bogatsze i subtelniejsze. Kobiety w ogóle częściej zawierają przyjaźnie w pełnym znaczeniu tego słowa – trwałe związki o bardzo osobistym charakterze. Przyczyny tej różnicy mają, według autorki, tkwić w uwarunkowanej biologicznie odmienności: kobiece i męskie mózgi „działają inaczej”, co przekłada się na odmienną percepcję rzeczywistości i kształtowanie relacji z innymi ludźmi. Dla kobiet istotniejsze są relacje interpersonalne, podtrzymywanie kontaktu, a następnie budowanie więzi z drugą osobą/osobami, podczas gdy mężczyźni skupiają się raczej na działaniu instrumentalnym, nastawionym na realizację celu. Dlatego też ich relacje z innymi ludźmi bywają często powierzchowne. Swoiste uprzywilejowanie kobiet w dziedzinie przyjaźni sprawia, że są one wyposażone w „dar bliskości”, zdolność do tworzenia i podtrzymywania głębokich osobistych związków między sobą; oznacza to jednak większą podatność na zranienie w takich związkach.

Dee Brestin to autorka związana z kręgami amerykańskich newly born christians; współpracowała między innymi z organizacjami takimi jak Focus on the Family i Moody Radio, popularyzującymi wartości chrześcijańskie za pomocą audycji radiowych, blogów i telefonów zaufania. Sama także prowadzi blog poświęcony refleksji nad Biblią i zastosowaniu biblijnych inspiracji w życiu codziennym. Reprezentuje specyficzną wrażliwość, wrażliwość osoby, dla której obecność Boga w codziennym życiu i kwestia kształtowania więzi z ludźmi współistnieją (niemalże dosłownie) na jednej płaszczyźnie. Mamy tu więc do czynienia i z wiarą w Boską opatrzność, przejawiającą się na każdym kroku jednostkowego życia, i z Biblią czytaną jako źródło wzorców postępowania. Ostatecznym celem korzystania z tych wzorców jest jednak zdobycie osobistej niezależności i dojrzałości jako nieodłącznych aspektów chrześcijańskiego życia. Dlatego książka, choć skierowana raczej do osób religijnych, zawiera wiele uwag i rad zwyczajnie rozsądnych i może być inspirująca również dla czytelniczek i czytelników niewierzących.

Przyjaźń: równie ważna jak miłość

Przyjaźnie ważne jak rodzina
Osnową książki Brestin są trzy biblijne modele przyjaźni: Rut i Noemi; Maryi i Elżbiety oraz Dawida i Jonatana (ten przykład stanowi zresztą argument za tym, żeby pochopnie nie uznawać wszystkich mężczyzn za niezdolnych do przyjaźni). Na ich przykładzie autorka dowodzi, że przyjaźń wykracza poza konwencjonalne relacje związane z podobieństwem wieku czy sytuacji społecznej zaangażowanych osób. Prawdziwa przyjaźń jest czymś zupełnie innym – wyjątkową, bardzo osobistą relacją między dwiema jednostkami, która radykalnie przekształca ich życie i może być źródłem wsparcia w najcięższych sytuacjach.

„Kobieca przyjaźń – prawda czy mit" prezentuje bardzo afirmatywne podejście do więzi  między kobietami. Stanowią one wręcz, ze swoim osobistym charakterem i uczuciową głębią, wzorzec przyjaźni jako takiej – dla obu płci! Dla samych kobiet zaś stanowią źródło siły, którego nie może zabraknąć w aspirującym do emocjonalnej pełni życiu. Dlatego Brestin apeluje do kobiet, niemal w tonie feminizmu drugiej fali, by nauczyły się cenić kobiety tak samo jak mężczyzn.

Ogólnie biorąc, Brestin roztacza wizję więzi międzyludzkich, w której przyjaźnie są równie ważne jak rodzina. Jednocześnie podkreśla, że prawdziwa przyjaźń jest możliwa tylko między osobami niezależnymi. Dlatego zwraca uwagę na to, żeby nie oczekiwać od przyjaźni za dużo i szanować autonomię przyjaciółki. Przyjaźń jawi się w jej ujęciu jako relacja równie złożona i wymagająca, jak związek miłosny czy małżeński. Podobnie jak miłość, wiąże się z ryzykiem (stąd tytuł jednego z rozdziałów: „Ryzyko miłości”). Podobnie jak ona wymaga też pracy i dbałości, może przechodzić fazy ochłodzenia oraz mniej i bardziej poważne kryzysy. Znajdziemy więc w książce rozdziały poświęcone rozwiązywaniu konfliktów czy kwestii patologicznego uzależnienia od drugiej osoby.

Czy istnieje "płeć mózgu"?
Pewne stwierdzenia Brestin są oczywiście dość kontrowersyjne. Dla przykładu, „naukowa” baza argumentu dotyczącego funkcjonowania męskiego i kobiecego mózgu jest dość słaba. Pytanie, na czym właściwie polegają wrodzone różnice w funkcjonowaniu męskich i kobiecych mózgów i jak przekładają się na nasze zachowania, nie doczekało się jeszcze powszechnie akceptowanej odpowiedzi. Badania, na które powołuje się Brestin (naukowe – nie biorę pod uwagę artykułów z „Newsweeka” czy audycji Focus on the Family), były krytykowane za jednostronność i metodologiczne błędy (dotyczy to prac Carol Gilligan, Deborah Tannen czy Doreen Kimury). Prosta i pozbawiona pęknięć narracja na temat kobiecej empatii i męskiego instrumentalizmu, do której odwołuje się autorka, nie jest wcale, jak wydaje się ona sugerować, przedmiotem naukowego konsensusu.

Niezależnie od argumentów w stylu „Płci mózgu" (które mogą przypaść do gustu lub nie, w zależności od osobistych poglądów czytelnika, ale nie mają wiele wspólnego z naukowością) książka Brestin zawiera dużo pozytywnie zaskakujących stwierdzeń i wątków, wcale nie kojarzących się z amerykańską chrześcijańska prawicą: akceptację rozwodów, wspomniane już wezwanie, żeby nie cenić mężczyzn wyżej niż kobiet, ostrożne słowa pochwały dla ruchu wyzwolenia kobiet, jak również postulat angażowania się mężczyzn w opiekę nad dziećmi. Jej perspektywa prowadzi nieraz do skrajnych i dość krzywdzących stwierdzeń w rodzaju: „mężczyźni nie mają przyjaciół” (s. 19); na ogół jednak autorka skupia się na tym, jak mężczyźni i kobiety mogą próbować się porozumieć ponad ograniczeniami nakładanymi przez „płeć mózgu” i wzajemnie się inspirować. Nie uznaje wcale, że kobiety i mężczyźni muszą, z racji biologicznych uwarunkowań, pozostać skazani na pewne wzorce zachowań; podkreśla raczej możliwości rozwijania tych stron swojej osobowości, które nie rozwinęły się „naturalnie”, za sprawą ewolucyjnych uwarunkowań. Brestin nawołuje na przykład, by mężczyźni rozwijali w sobie empatię i zdolności do tworzenia więzi (s. 88-89), a kobiety – niezależność i zdolność do zdecydowanego działania w sferze publicznej. Najwidoczniej biologiczne uwarunkowania wcale nie są tu nieprzekraczalną przeszkodą…

Sentymentalnie i metaforycznie...
Osobną kwestią jest styl poradnika. Sądzę, że nawet polscy czytelnicy i czytelniczki identyfikujący się z wartościami znajdującymi się u podstaw książki Brestin mogą mieć problem z odbiorem egzaltowanego, sentymentalnego i naładowanego obrazowymi metaforami stylu, typowego dla tradycji amerykańskiego chrześcijaństwa ewangelikalnego. Najlepiej chyba po prostu odwrócić uwagę od tej formy, niekoniecznie dobrze się przyjmującej w naszym kręgu kulturowym, i skupić się na treści.

Dee Brestin mówi bowiem wiele ważnych i dobrych rzeczy (wyjątkiem jest kwestia podejścia do homoseksualizmu). Jej książka pozwala spojrzeć świeżym okiem, na przyjaźnie w naszym życiu – niezależnie od tego, czy identyfikujemy się jako chrześcijanie, czy nie. Umożliwia dostrzeżenie w nich relacji najważniejszych dla rozwoju naszej indywidualności, źródła siły i możliwości wzajemnego doskonalenia się.

Autorka: Joanna Bednarek

Powiedziano kiedyś, że kobiety się nie przyjaźnią, zawierają jedynie pakt o nieagresji. Dee Brestin byłaby skłonna polemizować. A Ty? Podziel się swoja refleksją na forum. Czytaj też recenzje poradników dla singli autorstwa Henry'ego Clouda i Magdaleny Giedrojć.

 Zapraszamy do odwiedzin na stronie wydawnictwa W drodze!

Ostatnie komentarze

Czytaj cały wątek
Avatar Kaziu #18

Zgadzam się z pierwszą wypowiedzią deziree. Kobiety łatwiej nawiązują kontakty, które szybko potrafią przerodzić się w przyjaźń, nawet tą prawdziwą i na długo (choć nie zawsze). Mężczyźni tak łatwo się nie przywiązują, zwłaszcza do innych facetów, ale jak już powstanie przyjaźń to jest bardzo trwała i niewiele jest w stanie ją zachwiać czy zniszczyć (choć bardzo łatwo zrobi to kobieta, którą obaj panowie adorują ;) ).


Wierzę w przyjaźń damsko-męską, choć nie można tak określać każdej relacji między kobietą a mężczyzną, która nie jest związkiem. Zgadzam się z Domisą, że brak chemii i podobne podejście do drugiej osoby umożliwia utworzenie takiej relacji.


Podoba mi się też to co napisałaś, GreenTea. No i cytat z Umberto trafia w dziesiątkę :)

  11-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #19

Ropaczliwa potrzeba to desperacja...

  11-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #20

No i co w związku z tym? ;)

  11-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #21

To potrafi odstraszyć a co za tym idzie trudniej jeszcze bardziej o tą miłość. :D

  11-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #22

O jaką miłość? Myślałem, że dyskutujemy o przyjaźni :)

  11-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Desmondia #23

Jeśli chodzi o darzenie przez kobiety zbyt pochopną przyjaźnią. Kilka dni temu spotkałam dziewczynę, którą polubiłam od razu. Od momentu, gdy się przywitałyśmy od razu czułam, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Spotkałam ją dopiero dwa razy, ale czułam się przy niej swobodnie i świetnie nam się rozmawiało. Nie wiem jak to się potoczy dalej, może już nawet jej nie spotkam, ale wrażenie po jej poznaniu - niesamowite.


A jeśli chodzi o związki i przyjaźń, wydaje mi się ważne, by przyjaźń istniała w miłości. Ale kiedyś bardzo się na tym zawiodłam. Zakochałam się w przyjacielu, on z resztą we mnie też. Ale, gdy zaczęliśmy być parą wszystko zaczęło się sypać. Więc nie wiem, czy nasza przyjaźń była błędem, czy to, że w ogóle próbowaliśmy być razem. Wydaje mi się, że nie można do końca mieć jednego i drugiego. Moim zdaniem przyjaciele (kobieta i mężczyzna) wiedzą o sobie wiele ale chyba zbyt wiele, by móc stworzyć trwały związek. Najlepiej chyba najpierw się zakochać a potem wytworzyć przy okazji tego uczucia uczucie miłosnej przyjaźni. Takie jest moje zdanie.


Kobieta i mężczyzna mają zupełnie odmnienne podejście do spraw przyjaźni i miłości. Zupełnie inaczej je zawierają, w inny sposób też o nie dbają.


Nie wydaje mi się, by miłość i przyjaźń były na równym poziomie. To zupełnie odmienne uczucia. I oba są ważne w naszym życiu. Ale chyba zbyt mało określeń istnieje, by jasno określić to wszystko. Bo można kochać przyjaciółkę/przyjaciela, jednak nie jest to, to samo kochanie, którym darzymy rodzinę, czy mężczyznę swojego życia. A we wszystkich tych przypadkach sunie nam się na usta słowo "kocham". :)

  12-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #24

Pięknie piszesz Desmondia. "Miłosna przyjaźń" - wspaniałe określenie :)


 

  12-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Desmondia #25

No, tak po prostu myślę :)

  13-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #26

Szkoda, że ie nagrałem na dyktafon mojej rozmowy na temat a trwała godzinę albo i dwie. Nie zgadzam się w pełni z tą wypowiedzią. Ty się zawiodłaś, ale bywają też paryz rozsądku co na początku włąśnie są przyjaciółmi a potem z czassem potrafi rodzić się miłość stricte zwiazkowa(że tak ją nazwę). Dla mnie przyjaźń to też miłość. Tylko mniej zobowiązująca i raczej bez sugestii związku. Doszedłem też do wniosku, że orientacja też może mieć tutaj coś do powiedzenia. Jako hetero raczej się nie zakocham w Kaziu, ale już w którejś z Pań już bym pewnie mógł. Gdyby nie orientacja można by stwierdzić, że ogólnie rzecz ujmując między przyjaźnią z stanem kochania(zakochanie jest stanem przejsciowym) jest dość cienka granica. Nie za bardzo też rozumiem czemu dobre poznanie siebie nawzajem miałoby burzyć związek, powinno go raczej umacniać. W końcu mimo znania wszelkich wad akceptuje się daną osobę. Skoro jako przyjaciólkę/ela to tym bardziej jako partnerkę/era. Oczywiście nie sugeruję, że zaraz wszyscy mają się łączyć w pary. Niemniej niczego nie wykluczam. Przyjaźń jest miłością, ale innego rodzaju niż kochanie. Jest podobne, ale to nie to samo. Na tej samej zasadzie nieco inna jest milość do dziecka lub mamy. To jak dla mnie inna wersja kochania. Niemniej wszystkie te osoby miłujemy na swój sposób. I zgadzam się, że przyjaźń jest ważna. Razem raźniej. :D

  13-05-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #27

Dobrze, że mamy to wyjaśnione :P ;)


A ja się zgodzę z obiema kwestiami. Ile ludzi, tyle historii.

  14-05-2012 Zgłoś nadużycie