Poleć znajomym:

Czego pragną mężczyźni?

Dodał/a:
Czego pragną mężczyźni?

Potrzeba podobania się jest wewnętrznym dążeniem większości ludzi – twierdzą socjologowie, psychologowie..., ba – nawet biolodzy! Dale Carnegie, autor książki „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi", zarobił krocie na swoim poradniku, źródle wskazówek jak przypodobać się innym. Tego, że fizyczna atrakcyjność popłaca, pisać właściwie nie musiał. Bo któż śmiałby o tym wątpić w dzisiejszych czasach?

Zresztą - nie tylko w dzisiejszych.Od wieków wiadomo, czego pragną mężczyźni. Oficjalnie przynajmniej.

W jednym z zeszłorocznych numerów „Psychology Today" miałem okazję przeczytać interesujący artykuł autorstwa Amy Alkon, psycholożki znanej niektórym jako „Bogini Porad”, w którym, na przekór feministkom stara się dowieść, że „mit piękna” to nie tyle wymysł mężczyzn, którzy starają się czymś zająć kobiety, by obniżyć ich skuteczność na innych polach życia, ale ważny bodziec w zapewnieniu sobie codziennego szczęścia. Psycholożka  przypomina, że konkretne kanony cielesnego piękna stanowią wytwór każdej kultury, po czym z zacięciem godnym lepszej sprawy dowodzi, że te, które wytworzyła kultura zachodnia, nie są ani lepsze, ani gorsze od innych.

 

Tylko te ładniejsze idą do kina!

 
Z jednej strony trudno się nie zgodzić z argumentem, który zahacza o truizm: ładni mają łatwiej. To te ładniejsze dziewczyny są adorowane przez chłopaków w szkole, to te ładniejsze dziewczyny mają fory u wykładowców na uczelni, to te ładniejsze dziewczyny dostają pracę… Te najładniejsze wreszcie lądują na okładkach modnych czasopism i billboardach z markową bielizną. Łatwość jednak w tej puli ogranicza się do bycia zauważonym, do budzenia zainteresowania. Do prowokowania fantazji, być może… 

 

Istnieje jednak subtelna granica między powodzeniem „wizualnym” a powodzeniem „egzystencjalnym”; granicy tej nierzadko doświadczają choćby celebrytki, o których nieudanych związkach i takich czy innych rozczarowaniach zwianych z życiem dowiadujemy się z pierwszych stron gazet. Są piękne, zgrabne i zmysłowe – a jednak często nie potrafią utrzymać przy sobie swoich wybraków, bez różnicy czy są nimi męscy „bogowie” gwiazdorskiego panteonu, czy śmiertelnicy porwani na olimpijskie wyżyny sławy. Czy zatem warto walczyć o figurę supermodelki i cerę a’la hollywoodzka bogini?

 

Prawdy oficjalne, prawdy prywatne...


womanCzego pragną mężczyźni? Nie ma jednej właściwej odpowiedzi na to pytanie. Z nieoficjalnego sondażu, jaki prowadzę od lat, podczas koleżeńskich rozmów chmielnych zahaczając o tematy damsko-męskie, wynika, że pod dość konwencjonalnym sztafażem odzywek zazwyczaj mniej niż bardziej wybrednych („najważniejsze to, by miała czym oddychać” itp.) kryje się cała gam zróżnicowanych gustów i potrzeb… Faceci nie chwalą się tymi ze swoich preferencji, które nie odnajdują się w tzw. mainstreamie. Jeżeli ich gust i zmysłowe fascynacje różnią się nieco od szeroko rozpoznawanego za atrakcyjny – nazwijmy go „billboardowym” – kobiecego wizerunku, chowają swoje przekonania głęboko do kieszeni i zastępują rozmowę o kobiecości, która ich kręci, w rodzaj interakcji szablonowych odzywek.

 

Czy znaczy to, że mężczyźni nie szukają kobiet atrakcyjnych? Oczywiście, że nie. Ale atrakcyjność jest sprawą w dużo większym stopniu subiektywną, niż chcemy się do tego przyznać. Plakatowe boginie można darzyć podziwem, można wymieniać na ich temat, przyznajmy, nieco obrazoburcze uwagi w knajpach (pamiętacie sławetną scenę z „Notting Hill", w której główny bohater grany przez Hugh Granta broni honoru Anny, swej towarzyszki, przed niewybrednymi żartami panów z sąsiedniego stolika?), można głosować w sondażach mających przesądzić o tym, która jest najpiękniejsza (każdy z panów chce raz na jakiś czas poczuć się Parysem i wręczyć jabłko nagiej Afrodycie, nawet jeśli naga miałaby być tylko pod jego powiekami). Ale nie bogini szukają oni na co dzień, i nie dla bogini ostatecznie porzuca ostatecznie knajpy oraz kumpli i inne rozkosze stanu wolnego.

 

Kryteria, które czynią różnicę


Zresztą – nie rozchodzi się tylko o to, czego pragną mężczyźni i  z jaką kobietą ten czy inny facet zwiąże się na całe życie (lub, biorąc pod uwagę współczesne trendy, na pewną jego część). Rzecz raczej polega na tym, z kim chcemy spędzać nasz wolny czas. A w tym przypadku wygląd przestaje mieć pierwszorzędne znaczenie. Pamiętam historię jednego z moich kolegów, który kiedyś spotkał w knajpie boginię. Dziewczyna była olśniewająca, „billboardowa” na wskroś. Facet zebrał się w sobie, przysiadł się do niej, zagaił rozmowę i po pierwszej kwestii z jej strony stwierdził jednoznacznie, że nic z tego nie będzie. Kolega był z zasady romantykiem, nie szukał „przygody na jedną noc”. A z pierwszych dwóch linii dialogu wywnioskował, że nie przetrwa całego drinka i potencjalnej kolacji, które musiałby spędzić w towarzystwie tej uroczej pani, by mieć jakąś tam, choć wciąż raczej słabą, szansę zobaczenia sypialni. Wszystko ma swoja cenę, ale nawet boskie ciało bogini nie było warte jednego wieczora tak drastycznie intelektualnego zaniżenia lotów.

 

Teraz – zanim zostanę odsądzony od czci i wiary za bezmyślne w istocie powtarzanie stereotypów o głupich pięknościach – od razu przyznam powyższej historii należny jej status – anegdoty. Pokazuje jednak ona, że o ile za boginią obejrzymy się być może na ulicy, to ta jedna jedyna musi mieć coś więcej i to coś nie jest generalnie sprawą dopasowania się do „bilboardowej” ikonografii. Ukraść spojrzenie, nawet całą noc, albo i zmysłowy weekend można relatywnie łatwo. Dużo trudniej, wie o tym niejeden singiel i singielka, dać się „ukraść” lub „ukraść” kogoś na życie. Tego rodzaju spotkania opierają się na innej, bogatszej i mniej naukowej niż ta wypracowana kulturowo chemii. Teza pani Alkon, od której pozwoliłem sobie zacząć te rozważania, opiera się o wnioski socjologiczne i tak długo jedynie jest aktualna. Jeśli zatem chcesz faceta, którzy pragną tego, co większość, właśnie dla ciebie są „diety cud”, operacje i wszelkie techniki, które pomogą ci wyglądać jak najbardziej „billboardowo”. Jeśli jednak szukasz faceta, który ma Cię poderwać dla Ciebie samej, w imię własnych pragnień, a nie tych, które pożyczył sobie od innych, wtedy twoja boskość zaczyna się mierzyć zupełnie inną, trudną do przewidzenia skalą. Tak myślę. Źle myślę?
Autor: Steve Pullega

Ostatnie komentarze

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Dodaj swój komentarz.

REKLAMA
StrefaSingla.pl na portalu Facebook. Dodaj do ulubionych i nie pozwól by ominęły Ciebie niesamowite promocje! Poćwierkaj z nami na Twitterze :) Obejrzyj filmy na YouTube i dowiedz się, dlaczego ten portal nie jest po prostu kolejnym serwisem randkowym :-)

REKLAMA
Zamknij