Poleć znajomym:

Cena małżeństwa

Autor: 26 Ostatni wpis od Nieznany

Jak wynika z badań, zdecydowana większość młodych kobiet chciałaby wyjść za mąż, i to niekoniecznie dlatego, że męskie szowinistyczne społeczeństwo poddało je od dzieciństwa ukierunkowującemu treningowi (gumowy słodki dzidziuś, kuchenka, mebelki jak prawdziwe), ale raczej ze względu na to, że są bystre i widzą jak jest: małżeństwo jest układem dobrze zaspokajającym potrzeby kobiety. Oczywiście jeśli tylko potrafią one się w nim przytomnie umościć. Z kolei dla mężczyzny, ślub to inwestycja coraz mniej opłacalna. Mężczyźni z młodszego pokolenia odwlekają ślub, jeśli w ogóle zamierzają go brać.


Jeśli wierzyć antropologom, małżeństwo monogamiczne samo w sobie jest porażką podstawowej strategii prokreacyjnej samca, bazującej na zapłodnieniu maksymalnej liczby partnerek. Mężczyźni byli zmuszeni z tego wzorca zrezygnować, bo nadprodukcja przypadkowo poczętych dzieci przestała być akceptowalna moralnie, społecznie i ekonomicznie. Przestawili się zatem z ilości na jakość i zaczęli dbać o mniejszą liczbę dzieci poczętych z jedną partnerką, a nie z wieloma. To sytuacja dla kobiet bardzo korzystna.


Zwłaszcza że kandydatki na żony wymagają dużo, a dają nie tak znów wiele. Chcą dla siebie jednocześnie przywilejów tradycyjnie męskich (wolność, autonomia, samorealizacja), ale również tych uznawanych za raczej kobiece (bezpieczeństwo materialne i społeczne oraz oparcie). W dodatku trudno im się zgodzić na koszty związku: konieczność dostosowania się do drugiej osoby, obowiązki, odpowiedzialność. Nie muszą i nie chcą prasować koszul, gotować codziennych obiadków, mieć wyłączności na reprezentację rodziny na wywiadówkach i być dyspozycyjne seksualnie na żądanie.

Macho w spódniczce

 

cena_malzenstwa_ona
My, współczesne kobiety uważamy, że mężczyzna powinien uczestniczyć w obowiązkach domowych, również - a może zwłaszcza - takich, których nie lubi: zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch. Same bardzo się obruszamy, gdy wyraża zdziwienie, że nie pojechałyśmy do wulkanizatora z przebitą przez nas oponą. („Ja miałam to zrobić? Chyba sobie żartujesz?! Przecież nie dałabym rady, zresztą nawet nie wiem, gdzie jest ten warsztat."). Oczekujemy, że mąż wypełni PIT, naprawi pralkę, da w prezencie najnowszy krem odmładzający za 700 zł i zawsze obiegnie samochód dookoła, aby otworzyć drzwi. Chcemy, żeby nam opowiadał o swoich sprawach zawodowych, a nie lekceważąco zbywał „Przecież i tak to cię nie interesuje", ale po trzech minutach relacji o ważnych negocjacjach, gdzie odegrał pierwszoplanową rolę, wykrzykujemy „To Marek też tam z tobą był? Nic mi nie mówiłeś, że już wrócił. A wiesz, że jego żona chyba ma kogoś?".


Politykę finansową ustalamy w duchu zasady „Co moje, to moje, a co twoje, to jeszcze zobaczymy". Żądamy szacunku dla naszej pracy zawodowej („Zrób dzieciom kolację, bo ja mam raport do zrobienia na jutro"), ale jej finansowe owoce traktujemy jako własny prywatny dochód, który zagospodarowujemy zgodnie z naszymi potrzebami, podczas gdy zarobki męża mają być pod naszą kontrolą.

 

Sypialnia spod znaku Wenus

Nie chcemy być traktowane jak zabawki seksualne - laleczki dostępne na życzenie dla rozładowania rozmaitych męskich napięć, ale same traktujemy naszych partnerów jak misie-pluszaki, w których ramiona wtulamy się, gdy jest nam zimno, smutno i źle, szepcząc przy tym „Chcę się tylko przytulić... taka jestem nieszczęśliwa... na nic nie mam siły". Żądamy, by nasz nowoczesny partner rozumiał, że bliskość fizyczna może być wyrazem nie tylko pragnień seksualnych, ale i czułości, natomiast same nie zamierzamy uznać, że konstrukcja typowego mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni* czysto platonicznych przytulanek.


Oczekujemy, że - zgodnie z zaleceniami tygodników kobiecych - nasz partner zapewni nam po kilka orgazmów na życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne punkty, rozbudzi w nas nieznane nam dotąd pokłady seksualności, a przy tym będzie jak po Viagrze (chociaż poczułybyśmy się zdradzone i oszukane, gdyby rzeczywiście ją zażywał), ale nie zamierzamy w najmniejszym stopniu zachowywać się uwodząco, bo przecież erotyczna prowokacja poniża kobietę i czyni z niej podległą samicę. Bez fałszywego wstydu pokazujemy partnerowi nasze fizyczne defekty, bo jeśli kocha, to musi akceptować nas w pełni.


W zakresie prokreacji wyznajemy bezkompromisową formułę „Mój brzuch należy do mnie". Chcemy rozstrzygać o zajściu w ciążę, a nawet jej utrzymaniu lub nie, ale mężczyźnie nie dajemy prawa do decyzji o poczęciu („No tak, to fakt, mówiłam, że biorę pigułki, bo od dwóch lat biorę... Ale zapomniałam, że akurat zrobiłam przerwę, bo mi lekarz zalecił. No i stało się. Co, nie jesteś zadowolony? Jak nie chcesz, to sobie poradzę, sama urodzę i wychowam"), ani o tym, czy dziecko ma się urodzić („Jak będę chciała, to usunę, a tobie nic do tego").


Chyba nigdy nie miałyśmy takiej szansy stworzenia korzystnego dla kobiet modelu relacji męsko-damskich jak teraz. I tę właśnie szansę krok po kroku marnujemy. Za kilka pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować towarzystwem damskich bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z wyboru, rozmnażających się przez klonowanie.

 

cena_malzenstwa_para_z_dzieZofia Milska-Wrzosińska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005.

* Zofia Milska-Wrzosińska jest psychologiem, autorką książki pt. „Para z dzieckiem", która jest zbiorem listów czytelników oraz tekstów publikowanych na łamach ''Dziecka'' i ''Wysokich Obcasów''. Powyższy tekst stanowią fragmenty książki. Tytuł oraz śródtytuły pochodzą od Redakcji.

** dwóch dni - przyp. męskiej części Redakcji;)

Ostatnie komentarze

Czytaj cały wątek
Avatar Nieznany #17

Nie stresują odpowiedzi, raczej to, że mi znika to co napisałem a sporo tego było. No cóż, od nowa zatem.


Wolę "nara" od zdrady i uważam to za dojrzalsze. Zawsze staram się poprawić zespute relacje, chyba, że ne widzę nawet cienia dobrej woli z drugiej strony i np. jestem nadal oszukiwany. Po co mam jeszcze ta osobę widzieć wtedy na oczy? Jak jest definitywny koniec? Poza tym by powiedzieć "nara" i tak jest potrzebna konfrontacja. Beznadziejnie jest gdy się nie powie tego prosto w twarz tylko wyśle sms-em. Na dobrą sprawę ktoś mógł dorwać telefon i to napisać - można zatem mieć wątpliwości. Nie to co oko w oko. Osoby dojrzałe mogą stworzyć szczęśliwy związek. Małżeństwo to tylko inna nazwa, która dodatkowo informuje o odbyciu ceremonii głoszącej dobrą nowinę. Którą obecnie można ogłosić na portalach społęcznościowych również. :D  Niedojrzałość do związku wcale nie musi oznaczać braku szacunku czy odpowiedzialności. Może również oznaczać, że ktoś w danym momencie nie chce związku. Na przykład chcę zrobić coś co nie jest złe a jednak tradycyjnemu związkowi mogłoby zagrażać. Nie wiem w jakim będe związku więc wolę się nie wiązać w trakcie ego co zamierzam. Powiedzmy chcę to zrobić w ciagu tego roku a potem jestem chętny na każdy związek. :D Poza tym jednak nie chciałbym też być balastem, więc wpierw myślę jednak o stabilizacji finansowej. Fajnie przecież dziewczyne zabać do kina czy teatru. ;) No i  zostatnim zdaniem się zgodzę. :D A co do bicia itp. to właśnie błędne myślenie, że jednak uda się go zmienić a tu lipa. W tym wypadku też lepszym wyjściem wydaje mi sie to "nara"...choć już niekoniecznie oko w oko. Może jakaś kartka czy cuś. :)


 


ps. O ile wiem nazwa "małżeństwo" w Polsce pojawiła się ok III wieku czy jakoś tak. A mimo to ludzie wcześniej miewali szczęśliwe rodziny.


:D


Cyt." Prokurator Brown stwierdza m.in., że "słowa "wyjście za mąż" [ożenienie się, poślubienie - ang. marry] oraz "małżeństwo" [ang. marriage] nie ma specjalnego konstytucyjnego znaczenia w świetle przepisów konstytucji stanu Kalifornia. Wobec powyższego, Legislatura może bez przeszkody konstytucyjnej zmienić nazwę prawnego związku zwanego dzisiaj "małżeństwem", na jakąś inną nazwę"."


http://www.bibula.com/?p=1171

  27-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #18

Littlething: widzę, że tym razem padło na Ciebie. Dobrze, że się nie dałaś :)


Nieznany: Nie zgadzam się praktycznie ze wszystkim co napisałeś, ale nie mam czasu i najzupełniej w świecie nie chce mi się :P odpowiadać wieloekranowymi odpowiedziami na takowe. Może jak kiedyś będę się nudził to coś tu skrobnę, ale na razie tylko powiem, że, z całym szacunkiem, to jakieś totalne bzdury.

  30-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Littlething #19

hehe, oj tak. zauważyłam do czego to prowadzi :D a powtarzanie w kółko tego samego niekoniecznie bardziej przekonuje do czyjejś wizji świata :PPozdrawiam

  30-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #20

Totalnymi bzdurami jest to, że małżeństwo nie gwaratnuje udanego związku oraz tego, że ludzie co się kochają nie potrzebują jakoś stasznie i koniecznie ślubu? A może bdurą jest to, że ksiądz bądź urzędnik bierze za każdy ślub kasę a wesela za darmo nikt nie organizuje zazwyczaj? I nikt nie opłaca fotografów? Już wiem, totalną bzdurą jest to, że najczęściej pan musi mieć czarny garnitur a panna białą suknię z welonem. Oczywiście garnitur i suknia są za darmo najczęściej, zapewne po prababce i pradziadku. :D Proszę napisz mi gdzie są konkretnie te bzdury.  I dlaczego nimi są. Bo rozmowa typu - "jest to głupie bo tak" mnie nie interesuje.

  31-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #21

Jeśli chcesz to kiedyś możemy o tym podyskutować, ale naprawdę nie mam siły i czasu odpowiadać na wiele ekranów Twoich wypowiedzi. Żeby nie być gołosłownym to przytoczę część kwestii: zamienianie ślubu na klikanie jakichś rzeczy na portalu społecznościowym, mówienie "nara" jako sposób rozwiązywania problemów w związku, odwoływanie się do słowiańskich przodków bez zrozumienia albo zgłębienia tematu, cytowanie definicji nie mających związków z sednem tematu, wklejanie linków do materiałów, które w dużym stopniu podważają to co piszesz, proponowanie wielożenności i kalkulacji kosztów jako argumentów za lub przeciw małżeństwu. A do tego brak dokładnej znajomości tematu (nie mówiąc o braku doświadczenia), przytaczanie zasłyszanych przykładów jako pseudodowodów za przyjętą tezą, stronniczość w temacie wynikająca z jakichś doświadczeń/uprzedzeń, odpowiadanie sobie samemu na pytania czy wkładanie do ust innym kwestii, których nie powiedzieli/napisali. I na koniec właśnie podchodzenie do tematu, tak jak to określiłeś, "jest to głupie bo tak".


Tak jak napisałem wcześniej, nie uważam tego miejsca jako odpowiednie na TAKĄ dyskusję, ale chętnie podzielę się swoim postrzeganiem tej czy innej kwestii przy innej okazji.

  31-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #22

Porównywałem ogłaszanie światu o swojej miłosci. Dla mnie to na prawdę bez róznicy czy za pomocą ślubuu cyz portalu. W obu przypadkach się głasza wszem i wobec o zawarciu związku. OCzywiscie jako wierzący pewnie dołożysz tu jakieś wartości duchowe i Boga, tylko ciągle zapominasz, ze ja jestem niewierzący i takie "argumenty" do mnie nie trafiają. Artykuł nie podważa sensownie tego co napisałem. Jak chesz mogę się odnieść do każdego w nim słowa. Miszko miał wiele żon przed chrztem Polski i chyba nie muszę się bardziej zgłębiać by to wystarczyło by stwierdzić, ze dawna wiara słowiańska zezwalała na wielożeństwo. Zapewne bardzo chlubnym doświadczeniem jest zawarcie 4 ślubów i rozwody po nich. Dzięki, postoję. Poza tym opieram się na doświadczeniach innych - całkowicie mi wystarczają by nie popełniać ich błędów. Zapewne napiszesz, że kłamią w filmach dokumentalnych i artykułach, ale wtedy równie dobrze Ciebie też móglbym o to posądzić bo też czytam za pomocą mediów. Mam też pewno własne doświadczenie związane z rozwodem i dzieckiem po ślubie. Wiem co to znacyz wychowywać się bez ojca. No, ale liczy się, że był ślub. Mam doświadczenie niekoniecznie od strony małżónka, ale ta mi wzupełności wystarczy.  Kalikuluję koszty by nawiązać do tematu. Bo o jaką inną cenę ma na myśli autor? Cena użerania się do koćńa życia z człowiekiem, któego potem jak się moze okazać się nie kocha? Tegpo nie da się ani przeliczyć ani nie da się licytować, więc o wiele wygodniej jest przenieść wszystko na koszty materialne. I człowiek po rozwodzie nie dość, z ejest przybity psychicznie czasami to jeszcze dowalają mu np. koszta sądowe i być może musi oddać pół majątku. Ale nie chcesz o kasie, to pogadajmy o uczuciach. Myślisz, że kogoś kochasz, bierzesz ślub i po latach nagle trafiasz na swoją prawdziwą miłość. Co zrobisz? Pewnie zostaniesz ze wględu na ślub, mimo, że danej osoby nie kochasz. Ale moze się mylę? Ok, chyba prościej będzie odpowiadać na każde zdanie z artykułu, który "podważa" bardzo słabo to co piszę. Co do "nara" to rozumiem, że jeśli konfliktu nie jesteście w stanie rozwiązać to trzymacie się razem dopuki kogoś szlag nie trafi? Tak, to jest typowe męczenie się by żyć w zgodzie z jakimiś skostniałymi dogmatami. Zaraz pewnie przeczytam, że nie noszę skóry by mówić o tym,  iż nasi przdokowie mieli własną wiarę. Ciekawe ilu ludzi wymordowali historycy bo przecież mówiąc o zbrodniarzach wojennych powinni mieć w tym kierunku doświadczenie.


 


Odnośnie artykułu. Ten człowiek jest z KUL co już go moim zdaniem wyklucza jako obiektywnego obserwatora odnośnie małżeństwa. Natomiast z jego artykułu wyłoniłem jednak słowa, które nie przeczą temu co napisałem.

  31-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #23

Podtrzymuję, co napisałem wcześniej.


Nie mam nic więcej do dodania (ang. I rest my case).

  31-03-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #24

Facet od artykułu plącze się w zeznaniach. Przeanalizowałem jeszcze raz jego tekst. Ok, czyli nadal uważasz małżeństwo za zasadne, sensowne i konieczne a ja nie. Może będziesz miał więcej szczęścia od ludzi co brali ślub jak się okazało "na darmo" z niewłaściwym człowiekiem czego Tobie życzę. Chociaż nie każdy ma takie szczęście. Dodam jeszcze, że nie słyszałem by Adam i Ewa brali ślub czy się chrzcili o bierzmowaniu nie wspominając. No i tyle (ang. And what's more so that it is enough.).

  01-04-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Kaziu #25

Nieznany, kolejny raz piszesz o czymś, o czym nie masz pojęcia (Adam i Ewa).


Za przykładową ilustrację mojego stanowiska przeciw Twojemu niech posłuży ten demot:


http://demotywatory.pl/3753921/Spytano-pare-staruszkow-jak-wytrzymali-ze-soba-50-lat.-Odpowiedzieli-

  03-04-2012 Zgłoś nadużycie
Avatar Nieznany #26

A Ty masz? Żyłeś w tych czasach? Mam takie pojęcie jakie mogłem zdobyć ucząc się ponad 8 lat religii katolickiej w szkołach i od dziecka będąc indoktrynizowanym. Adam i Ewa zostali wygnani z raju, zgadza się? Czy w raju byli już inni  ludzie? Czemu reszta ma grzech pierwotny? Czemu Adam i Ewa zwani są rodzicami ludzkości? Skoro masz większe pojęcie to mi odpowiesz zamiast rzucać demotami. Poza tym nie wszystko da się naprawić w związku i w pewnym sensie znam to z autopsji. Łatwo pisać o naprawie kiedy się zakochało w porządnym człowieku, który ceni związek. Niemniej czy w tym democie jest sugestia, iż są małżeństwem? Muszą być by się kochać? Czy do kochania potrzebny jest ślub? Jeśli tak to czemu rodzice nie biorą ślubów z dziećmi? Albo dzieci z dziadkami? Wracając do Adama i Ewy... Wiesz, że fragment o nich pojawił się po księdze rodzaju a został w niej umieszczony? Czy wąż zawsze oznaczał zło? To czemu laska Mojżesa zmieniła się w węża? Kiedyś węże czczono więc przedstawienie ich jako symboli zła-diabła oznaczało nienawiść do tegoż wyznania. Ewa też tam pojawiła się nie przypadkiem. Lecz pewnie nadal nie mam pojęcia o czym pisze. I zapewne nigdy nie będę miał bo przecież nie byłem nigdy żonaty, tak jak chyba i Ty. Zgadza się? A nawet jeśli, nie jestem Tobą i mam prawo do innego zdania i podejścia. Nie zdziw się zatem jeśli stworzę rodzinę bez ślubu z ukochaną. Właśnie, jeśli o naprawie mowa...znam parę co wielokrotnie naprawiała i była razem a jest bez ślubu jak i sytuacjcę kiedy był ślub a naprawić się nic nie dało. Wiedza o Adamie i Ewie jest mi tu zatem zbędna by uznać, że kłamie lub nie wie co mówi ten, który uważa, że ślub wszystko i zawsze rozwiąże. Więc przestań mi tu pisać o tym co znam a czego nie, gdyż nie masz pojęcia co przeżyłem ja i moi bliscy. Oprócz osobistych doświadczeń i bezpośrednich relacji oglądałem tez film dokumentalny. Tradycyjny ślub hinduski, on z Toronto a ona z Indii. Rodzice wybierali. Polecieli pańswo młodzi do Toronto. On ją zdradzał, w końcu się rozstali, znaleźli innych partnerów i są szczęśliwi, założyli rodziny. Czy tradycyjny ślub zatem zagwarantował im szczęśliwe małżeństwo? Jak mieli naprawiać coś co nie zaistniało? Nikt nikogo tu nie kochał, więc jak? Oprócz szczęśliwych par staruszków można trafić i na takich co do końca życia są sami. I żaden napis czy podpis tego nie zmieni. Bywa, że człowiek co ma szczęście w miłości go nie docenia a wtedy może być różnie. Żaden zapis biblijny czy tradycja nie daje gwarancji, że wszystko ułoży się pomyślnie. Można zaklinać los, lecz życie prowadzi się własnymi regułami i nieraz burzy niejedne plany. Tak, możesz planować sobie szczęśliwe małżeństwo, wszystko można planować. A gdy plany wezmą w łeb i mimo najszczerszych chęci i determinacji nie ma jak albo czego ratować..nawet najwiekszy optymista może zwątpić. Aby był ambaras musi dwoje chcieć naraz. próżny twój wysiłek jesli druga osoba Cię nie kocha. Miałem znajomą co codziennie innemu mówiła, że od teraz jest z nim. Kumpel jej uwierzył a potem cierpiał niemiłosiernie. Ludzie potrafią krzywdzić i kłamać. Weźmiesz ślub a okaże się, że chodziło np. tylko o twój majątek. Jak to naprawisz? Moim zdaniem ewidentnie tutaj musi nadejść rozstanie. Pewna dziewczyna okazywała mi ciepłe uczucia i wydawało się, że lubi moje - jak mi się zdawało dżentelmeńskie - zachowanie jak np. odprowadzanie pod klatkę. Dawała mi sygnały, że wszystko ok i cieszy ją to. Jakież było moje zaskoczenie jak okazało się, że wręcz nie znosiła mego towarzystwa, choć nie dawałem jej ku temu żadnych powodów i nawet mnie pocałowała. Nie wiem zatem czy byłbym w stanie uwierzyć sakramentalnemu "tak" na slubie. Może zakochany i owszem bo wtedy mogę mieć klapki na oczach, tylko co jeśli się okaże, że to wszystko pic na wodę, fotomontaż? Poza tym może kiedyś ludzie miewali bardziej poukładane w głowach a teraz wszystko jest możliwe. Może się mylę, lecz wiem doskonale co to znaczy spotkać maskę. Lecz pewnie znów przeczytam, że nic nie wiem i nie rozumiem. To mnie oświeć i to własnymi słowami. Całkiem niedawno przekonałem się też, że i demotywatory bywają dobre dla naiwnych - bez obrazy. Zacytowano coś o Polanach w nawiązaniu do Papieża i że niby w Biblii a tego wcale tam nie było i nie ma. Mogę zapodać linka do demotywatora i do wyszukiwarki słów w wielu wersjach i tłumaczeniach Biblii. Niestety nie każdemu człowiekowi można zaufać choć chciałbym. Chciałbym móc każdemu ufać. Oczywiście nie zakładam z góry, że każdy kłamie, lecz słowa wolę analizować niż brać je za pewnik. Ślubowanie to obietnica. Czy każdy jej dotrzyma? Oto jest pytanie. Nie każdy boi sie Boga. Piszesz, że da się naprawić. No to zapodam łamigłówkę. Dwoje ludzi wzięło ślub, urodziło im się dziecko, po 8 latach wzięli rozwód bo ojciec pił i się nie zajmował wcale potomkiem. Przy okazji wyszło, że ona nie kocha ojca swego dziecka w ogóle a kocha kogoś innego na prawdę. Ten ktoś nie jest rewelacyjny i wiele mu brakuje choć mniej niż poprzednikowi. Mimo wielu rozstań ona wraca...do tego "nowego", którego na prawdę kocha. Ojciec dziecka pije do upadłego, miewa wrzody żołądka. Bierze ślub z inną i jej też "robi" dziecko i też jest rozwód. Nie ma z czego płacić podwójnych alimentów, dalej chla, rodzina(ojciec, matka itp.) się od niego odwróciła. Powiedz mi jak ratować to małżeństwo? Ona go nie kocha, on ma dziecko i ślub z inną i dąży do autodestrukcji. Dodam, że dziecka po rozwodzie nie myślał odwiedzić przez 10 lat a potem jedynie tylko po to bo sobie ubzdurał, że ono go będzie utrzymywać. Wszystko da się naprawić, co nie? Tylko on jakoś nie zamierza przestać pić i nie chce być odpowiedzialnym rodzicem. a serce nie sługa(odnośnie jej). Związek jest trwały jeśli nad nim pracuję oboje a nie tylko jedno. I o tym zapomniał autor demota wspomnieć. Ślub to wydarzenie społeczne nie mające nic wspólnego z miłością i gwarantujący w najgorszym razie koszmar włóczenia się po sądach i być może głupią walkę o dziecko, w najlepszym... Aby był najlepszy raz to ludzie sami muszą na to zapracować - obydwoje i żadna uroczystość tego nie zagwarantuje. To ludzie muszą być solidni a hokus pokus nie ma na to wpływu. Może za mało doświadczyłem, lecz jeśli się mylę to proszę się odnieść do konkretów i merytorycznie uzasadnić. Hasła i slogany są nieprzydatne, nawet z demotów. A to dlatego, że spłycają sprawę i ograniczają swój zasięg np. tylko do szczęśliwych happy endów jako pewnych/gwarantowanych konsekwencji a nie zawsze zakończenie takie jest - żyli długo i szczęśliwie. Pytanie jeszcze czy razem. Być może przemawia teraz przeze mnie gorycz, lecz życie to nie zabawa a ślub przynajmniej wg społeczeństwa do czegoś zobliguje. Sęk w tym, że niekórzy mają gdzieś co inni o nich myślą i żaden ślub czy inna tradycja nie wymuszą na nich zmiany nastawienia do życia. Być może trafię na pożądną i uczciwą kobietę, w której się zakocham z wzajemnością. Wtedy ślub nawet jeśli nastąpi będzie jedynie formlanością a określenie "małżeństwo" będzie tylko znaczyło, że uszczęsliwiliśmy część wierzącego społeczeństwa i nic więcej. Bardziej od wszelkich sakramentów liczy się dla mnie miłość w czystej postaci i jestem przekonany, że jeśli obydwoje będziemy dbać o związek to nawet bez ślubu przetrwamy dłużej niż niejedno małżeństwo ludzi w okół. Pozdrawiam i przepraszam jeśli komuś popsułem humor.  Chciałem jedynie uświadomić, że życie to nie zabawa i nie każdy ma czyste intencje. Dużo "taków" na ślubach jest na wyrost. To trochę tak jak obiecywać, że jak nie spadnie deszcz to nie popełni się samobójstwa będąc przy tym święcie przekonanym, że nie będzie ulewy. Skoro ślub to taka poważna sprawa... Bądźmy poważni.


Mogę wziąć ślub wg wszystkich religii świata a nawet wtedy nie mam gwarancji, że będzie udane. Zwłaszcza jeśli któreś z nas zaniedba związek i będzie miało w nosie wszelkie naprawy albo gdy rzeczona miłość okaże się tylko chwilowym(nawet te 8 lat trwającym) zauroczeniem.


 


 

  08-04-2012 Zgłoś nadużycie