| Romansując z przeszłością |
|
|
autor: Ewa Michalska*
Niezwykłość książki „Dom na Kresach " Philipa Marsdena polega na tym, iż omawiając sprawy sentymentalne, jako że związane z dzieciństwem i młodością, nie jest ani sentymentalna, ani łzawa. Przenosi nas w świat przeszłości w sposób tak naturalny, prosty i wiarygodny, że aż zadziwiający. Jesteśmy zauroczeni historią bohaterek i miejsc, w których za ich sprawą się znajdujemy, od pierwszej - po ostatnią stronicę powieści. Współprzeżywamy i współodczuwamy, odkrywając oczywiste prawdy o sobie, o wpisanej w życie każdego człowieka chęci „wracania do przeszłości", przypominania ukochanych osób i miejsc, które oddaliły się od nas, a jednak pozostały tymi najważniejszymi i najbliższymi. „Dom na Kresach" to książka o miłości opowiedziana bez patosu, tchnąca świeżością i szczerością, ciepłem i spokojem, mimo natłoku zdarzeń, osób, uczuć. Bohaterka mówi: „Uwielbiam patrzeć na chłodną zieleń rzeki płynącej w dole. Kocham widok drogiego sercu domu, kocham spoglądać na psy leżące u moich stóp. Lubię krzątać się koło tego miejsca. Wszystko tu kocham. Wolałabym zginąć, niż stąd wyjechać...". Kiedy słyszymy takie słowa, zaczynamy rozumieć, że ani wyjazd, ani lata, które nas oddalają od takich widoków, nie są w stanie odebrać nam miłości do tego, co pokochaliśmy, bo ten obraz pozostanie cząstką nas samych, a nasze życie będzie odtąd wracaniem do tego, co stanowiło nasz początek.„Dom na Kresach" to historia Zofii, która w 1939 roku zmuszona została do ucieczki przed zawieruchą wojenną z Morynia nad Niemnem do Anglii. Tam przeżyje krótkie małżeństwo z Olgierdem, bo ten jako angielski pilot, po trzech tygodniach od ślubu, zginie zestrzelony gdzieś nad Francją. Potem los zaprowadzi ją do Kornwalii, gdzie jako żona amerykańskiego dyplomaty, spędzi kilkadziesiąt lat swego życia. Razem z Zofią, namówioną przez pisarza - Philipa Marsdena, wyruszymy z kornwalijskiego wybrzeża na Białoruś, by szukać śladów przedwojennego świata polskich Kresów. Można rzec - „jeszcze jedna historia, nic oryginalnego", a jednak tak nie jest. Sprawiają to ciekawe losy Zofii i jej rodziny oraz przyjaciół, ale przede wszystkim sposób narracji. Philips Morsden jest opowiadaczem głównym - to jego opowieść z perspektywy roku 1989, kiedy wraz ze swą przyjaciółką Polką wyrusza na Białoruś. Drugim narratorem jest wspominająca swą ucieczkę, wcześniejsze i późniejsze życie Zofia, której przypisać możemy rolę łącznika między dawnym, niemal zapomnianym już światem, a teraźniejszością. Pojawia się jednak i trzeci - najbardziej ciekawy opowiadacz. To Helena O' Breifne, matka Zofii, której pamiętnik stanowi dopełnienie tej książki, a samą historię czyni tak autentyczną i szczerą. Helena jest naturalną cząstką minionego świata i dlatego nie sposób kwestionować żadnego z jej słów zapisanych na kartach dziennika. Przeszłość staje się nagle teraźniejszością, znika dystans, a czas przestaje sprawiać wrażenie tak odległego. Każdy z bohaterów patrzy inaczej: matka, córka, młody przyjaciel. Te trzy perspektywy pozwalają na zbudowanie obrazu przeszłości w sposób subiektywny i obiektywny zarazem, szczery, ale i z pewnego dystansu, a co najważniejsze - prawdziwy. Tak jest, bo i historia jest autentyczna, i bohaterki niewymyślone, a sam autor książki świadomie jawi się nam w roli bohatera i narratora. „Dom na Kresach" to powieść, której przeczytanie można nazwać przyjemnością, choć w wielu fragmentach pozostaje dokumentem historycznym i społecznym. Posiada niepowtarzalny klimat, ciekawą fabułę, historyczne odniesienia. Odkrywa świat polskich Kresów, ale jednocześnie pokazuje czym są: przeszłość, dzieciństwo, osoby, które kochamy, a z którymi nas rozłączono i miejsca, jakie musieliśmy opuścić. Wojna, choć tak bardzo okrutna, nie niszczy pogodnej atmosfery tej książki. Marsden nie epatuje tragizmem, nie buduje opowieści o cierpieniu, ale ukazuje człowieczą wolę walki o siebie, o bliskich, o miłość i prawo do szczęsna - zarówno w roku 1939, jak i 60 lat później. Umie wzruszać i być lirycznym, ale nie zmusza nas do łez. Mówi po prostu, że życie ma swoje koleje, zaczyna się i kiedyś kończy, mija, a mijając umacnia nas i uczy pokory oraz dystansu do siebie i przeszłości... Mówi też, że dobrze jest mieć wspomnienia i miejsca, do których pragniemy powracać, bo ich brak byłby dowodem nieistnienia. Czy potrzebna jest lepsza zachęta do poznania „Domu na Kresach", czyli życia Zofii i Heleny oraz dawnego i obecnego nadniemeńskiego świata, w którym zdarzyło się tyle polskich historii? Ja pozostaję pod wielkim wrażeniem tej opowieści.
*Ewa Michalska - polonistka z wykształcenia, nauczycielka z wyboru, ta pasja skutkuje u niej pracoholizmem i zwykle dobrym humorem... Poza pracą cieszy ją towarzystwo nad wyraz aktywnej suni - Figi, relaks na świeżym powietrzu i zasoby jej niezgorszej biblioteki! Philips Marsden, Dom na Kresach. Powrót, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008 r. |
Najnowsze imprezy
- Powstaje nowy projekt kinowy: Klub Filmowy Strefa
- Wczasy w Szklarskiej Porębie plus wycieczka do Pragi i Skalnego Miasta
- Wczasy w Bieszczadach
- Wycieczka objazdowa Toskania - Umbria
- Biebrza Adventure: spływ... tratwą po Biebrzy!
- Wczasy w Mielnie z fitness i jogą
- Ale-BABKI! - nowe spotkania dla kobiet
- Randka w ciemno...



autor: Ewa Michalska*