Start
Mlaszczące genitalia albo do czego prowadzi patroszenie Morfeusza Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
sennosc_kuczok.jpgautor: Marcin Jauksz*

Wojciech Kuczok jest wytrawnym obserwatorem, potrafi równie oszczÄ™dnym, co uwodzicielskim i dobitnym jÄ™zykiem opisywać te szczególne zwroty akcji, którymi codzienność lubi zaskakiwać losowo wybrane jednostki. Zazwyczaj nabierajÄ… one wymiaru niespodzianki dopiero w wymiarze osobistego uwikÅ‚ania, gdyż istota takich wydarzeÅ„ jak miÅ‚ość, zdrada czy choroba objawia siÄ™ wÅ‚aÅ›nie w ich przeżyciu.

Najpierw chyba należy wytłumaczyć się z tytułu, a dokładniej z jego pierwszej części, zainspirowanej fragmentem Senności Wojciecha Kuczoka. Nie sadzę, abym był to w stanie zrobić lepiej niż przez odwołanie się do cytatu:

ZaglÄ…da do sypialni, Róża Å›pi. Pan Mąż chÄ™tnie poÅ‚ożyÅ‚by siÄ™ obok niej, jest naprawdÄ™ wykoÅ„czony, musi tylko siÄ™ trochÄ™ odÅ›wieżyć. Ustawia w Å‚azience lustra pod takim kÄ…tem, żeby obejrzeć sobie plecy, no sÄ… Å›lady, na poÅ›ladkach też, ale Pan Mąż nie może mieć pretensji, sam siÄ™ tego domaga, nie ma grzmocenia bez drapania, pazury muszÄ… pracować, a niechby i do krwi, Å›wietnie jest doprawić miÅ‚ość szczyptÄ… bólu, ona go drapie, on jÄ… ciÄ…gnie za wÅ‚osy, podczas gdy ich genitalia mlaszczÄ…, Pan Mąż lubi sobie poswawolić, nazywajÄ…c rzeczy po imieniu, lubi być w Å‚óżku wulgarny, przy Róży musi siÄ™ liczyć ze sÅ‚owami, ale kochanka pozwala na rozrzutność: każe jej pytać, co z niÄ… robi, a potem odpowiada zgodnie z prawdÄ…, że wÅ‚aÅ›nie napluÅ‚ sobie na rÄ™kÄ™ i przeciÄ…gnÄ…Å‚ jej po piździe, żeby Å‚atwiej mu byÅ‚o wÅ‚ożyć, przekleÅ„stwa to tez przyprawy, lubi w chwilach namiÄ™tnej wspóÅ‚pracy pieszczotliwie nazywać jÄ… kurwÄ…, dziwkÄ…, sukÄ…, czy kim tam jeszcze (im bardziej zapamiÄ™tale przeklina, tym mniejszy ma zasób wyzwisk), ileż w tym pikanterii; kochanka jest dumna, że to wÅ‚aÅ›nie z niÄ… pan dyrektor banku uprawia tak zwany drapieżny seks.

Nie wybraÅ‚em tego fragmentu przez wzglÄ…d na jego (pozornÄ… zresztÄ…) wulgarność. W reprezentatywny dość sposób pokazuje on stylistycznych chwyty autora tej filmowej powieÅ›ci, w której zdania, niby soczewka kamery, przeÅ›lizgujÄ… siÄ™ po powierzchni stanów duszy obserwowanych bohaterów. Ta auto-adaptacja (powieść powstaÅ‚a w oparciu o scenariusz Kuczoka do filmu zrealizowanego przez MagdalenÄ™ Piekorz) stara siÄ™ wypeÅ‚nić puste miejsca obrazkowej narracji i rozpisać w zdania to, o czym Å›niÄ… postaci Kuczoka. Przy czym, i powyższy fragment ilustruje to znakomicie, ograniczenia jÄ™zyka, na jakie każda z postaci Kuczoka jest w ten czy inny sposób skazana, ma fundamentalne znaczenie w konstruowaniu przez nich obrazu Å›wiata i okreÅ›lania swego w nim miejsca. „Tak zwany drapieżny seks", bycie wulgarnym w Å‚óżku, ograniczony zasób przekleÅ„stw - te jÄ™zykowe klisze, w które pragnie wpisać siÄ™ bohater Kuczoka stanowiÄ… skÅ‚adowe części pewnego fantazmatu, wizji samego siebie, jakÄ… każdy czÅ‚owiek dla siebie tworzy lub w jaki upycha go jego otoczenie: przyjaciele, wspóÅ‚pracownicy, rodzina. W gÅ‚owie czytelnika raz po raz przemyka podczas lektury nazwisko Gombrowicza (niemal wprost wywoÅ‚ywanego do tablicy w tekÅ›cie powieÅ›ci) i daleko, trzeba to od razu zaznaczyć, poza dotychczasowe osiÄ…gniÄ™cia polskiej literatury psychologicznej w swych diagnozach duszoznawczych Kuczok nie wychodzi. Przedstawia nam po Altmanowsku (jesteÅ›my w przestrzeniach okoÅ‚ofilmowych, wiÄ™c kontekst autora przecinajÄ…cych siÄ™ wÄ…tków narracji jest jak najbardziej uzasadniony) takich a nie innych bohaterów, tak a nie inaczej osadzonych w życiu, którzy nagle, na zakrÄ™cie wÅ‚asnych biografii wytracajÄ… tempo i otrzÄ…sajÄ… z dziwnej drzemki zwanej rutynÄ….

Poza Różą, znanÄ… aktorkÄ… cierpiÄ…cÄ… na narkolepsjÄ™, i jej mężem czytelnik poznaje jeszcze Adama, mÅ‚odego doktora, który wÅ‚aÅ›nie rozpoczyna samodzielne życie oraz Roberta, niezdrowo wyglÄ…dajÄ…cego autora poczytnych powieÅ›ci, który próbuje uporać siÄ™ z kryzysem twórczym. Wszyscy oni w sposób raczej bezradny starajÄ… siÄ™ stawić czoÅ‚a życiu, które jest znacznie mniej udane, niż być miaÅ‚o, niż być mogÅ‚o. Sytuacje, w których odnajdujÄ… siÄ™ bohaterowie (Adam próbujÄ…cy uporać siÄ™ ze swojÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ… do spotkanego przypadkiem chÅ‚opaka, Robert, czekajÄ…cy na wyniki ważnych badaÅ„ lekarskich, wreszcie Roża, której w nagÅ‚ych, wywoÅ‚anych stresem, głębokich zapaÅ›ciach Å›ni siÄ™, „że jej mąż jest cholernym sukinsynem") stanowić majÄ… w intencji autorskiej przykÅ‚ady emocjonalnego letargu, niemocy wyjÅ›cia z impasu, błąkania siÄ™ w życiu po serii niefortunnych wyborów.

Ten egzystencjalny galimatias ma przede wszystkim pomóc rozpoznać wartość jawy - jako przestrzeni prawdy, otwartoÅ›ci, zerwanych masek - zestawionej kontrastowo z bezprzytomnÄ… nocÄ… uÅ‚udy, dziwnego otumanienia, spoÅ‚ecznej hipokryzji. Kuczok tworzy postaci, z którymi Å‚atwo siÄ™ identyfikować, postaci-symptomaty naszej wspóÅ‚czesnej kultury, postaci jednak, które nazbyt Å‚acno, poprzez wÅ‚asnÄ… tÄ™sknotÄ™ za symbolem, zeÅ›lizgujÄ… siÄ™ w kliszÄ™, cienie innych fikcyjnych bytów, maÅ‚o znaczÄ…cy motyw literacki. Autor liczyÅ‚ być może po trochu na empatiÄ™ widza-czytelnika i  popracowaÅ‚ sumiennie nad efektem szybkiej identyfikacji, instynktownej empatii z tymi, przez pryzmat których poznajemy przedstawiony Å›wiat. Ich rozczarowania, nadzieje, lÄ™ki i radoÅ›ci sÄ… rozpisane na tyle szeroko, że, każdy może tu znaleźć coÅ› dla siebie. Szybkie osadzenie czytelnika w fikcyjnej rzeczywistoÅ›ci ramiÄ™ w ramiÄ™ z „ludźmi w letargu" pozwala na swobodne rozegranie partii z ich uwikÅ‚aniem w tÄ™ rzeczywistość. Nie zamierzam zdradzać fabularnych rozstrzygnięć powieÅ›ci, ale - i to tez znaczÄ…ce - sÄ… one tu w istocie obojÄ™tne. TytuÅ‚owa senność bowiem, w swoim najistotniejszym symbolicznie (i już nie kliszowo) wymiarze, nie jest tylko doraźnÄ… przypadÅ‚oÅ›ciÄ…, z której bohaterowie tej historii wyzwolÄ… siÄ™, lub nie, ale nabiera wymiaru egzystencjalnej diagnozy, niezwykle atrakcyjnej pod wzglÄ™dem metaforycznym (nawet jeÅ›li sama treść tego przesÅ‚ania nie jest szczególnie odkrywcza).

Wojciech Kuczok jest wytrawnym obserwatorem, potrafi równie oszczÄ™dnym, co uwodzicielskim i dobitnym jÄ™zykiem opisywać te szczególne zwroty akcji, którymi codzienność lubi zaskakiwać losowo wybrane jednostki. Zazwyczaj nabierajÄ… one wymiaru niespodzianki dopiero w wymiarze osobistego uwikÅ‚ania, gdyż istota takich wydarzeÅ„ jak miÅ‚ość, zdrada czy choroba objawia siÄ™ wÅ‚aÅ›nie w ich przeżyciu. Kuczok w zmyÅ›lnie skonstruowanych wÄ…tkach stara siÄ™ zatem pokazać doÅ›wiadczenia fundamentalne, gdzie (niefortunnie dość) klasyfikacja postaci przebiega wzdÅ‚uż linii oddzielajÄ…cej niewolÄ…cych (mężowie, żony, rodzina) od zniewalanych (poszukujÄ…cy jawy somnambulicy). Wskazanie na tych drugich jako na jednostki w „metafizycznym" wymiarze wartoÅ›ciowe, bezdyskusyjnie okreÅ›la Kuczokowy Å›wiatopoglÄ…d, któremu (znów niefortunnie) zbyt blisko jest do idealizmu rodem z powieÅ›ci Katarzyny Grocholi czy seriali takich jak Teraz albo nigdy!

Prosty opis to przestrzeÅ„, w której autor sprawdza siÄ™ znakomicie: pozostawanie przy bohaterze w trudnych chwilach, oszczÄ™dne rysowanie dramatyzmu banalnych w gruncie rzeczy scen - to niekÅ‚amana siÅ‚a tej prozy. Natomiast w tych chwilach sÅ‚aboÅ›ci, gdy pisarz szuka wzniosÅ‚oÅ›ci metafory (żaÅ‚osna w istocie jest próba zastÄ…pienia oczu nogami jako wrotami duszy) lub uderza w taniÄ… publicystykÄ™ (w ilu jeszcze powieÅ›ciach bÄ™dziemy musieli spotykać siÄ™ w sposób zupeÅ‚nie nieuzasadniony z takÄ… czy innÄ… figura „ojca dyrektora"?!) lektura robi siÄ™ przykra, nudnawa i, by nie strzÄ™pić jÄ™zyka, jaÅ‚owa.    

Portrety „stanów duszy", o których pisaÅ‚em na poczÄ…tku, to być może sformuÅ‚owanie na wyrost. Obserwowane przez literackÄ… kamerÄ™ Kuczoka postaci sÄ… jedynie mgnieniami ich Å›wiadomoÅ›ci, a „Å›lizganie" siÄ™ adekwatnie oddaje głębiÄ™ tej analizy. Ale powierzchowność bywa w tym przypadku również zaletÄ… i - by dobrze to pokazać - raz jeszcze posÅ‚użę siÄ™ cytatem. JesteÅ›my na samym poczÄ…tku historii, w archiwach sÄ…du, gdzie na posadzie zaÅ‚atwionej przez TeÅ›cia Robert „przeczekuje" kryzys twórczy, podglÄ…dajÄ…c nogi spacerujÄ…ce obok okienka nad jego gÅ‚owÄ….

Praktykantka zamiera (...) w uchylonych drzwiach i czeka, i patrzy, podgląda podglądającego, wpatruje się, a może i zapatruje na niego, bo aż drzwi od tych zapatrywań szczękają, nie ma odwrotu, trzeba wejść, zamarkowawszy wejście z marszu, żeby nie wzbudzić podejrzeń, że coś zdołała podpatrzeć. Robert natychmiast odpycha się nogami od ściany i dojeżdża na ruchomym krześle do biurka, przybierając urzędniczą postawę. Praktykantka jest śliczna, w dodatku ślicznie udaje, że niby z marszu, bez pukania, bez pardonu, jak do swego po swoje, już kłaść mu chce na biurku naręcze teczek.

            - Gdyby mi pan to przygotowaÅ‚ na... - Dopiero teraz podnosi oczy Å›liczne i rozglÄ…da siÄ™ wokóÅ‚ tak Å›licznie, i urywa w póÅ‚ zdania, że niby zdezorientowana, że siÄ™ pomyliÅ‚a: - Zaraz, a co to jest za pokój?

            Robert nabraÅ‚ podejrzeÅ„ peÅ‚nÄ… garÅ›ciÄ…, Praktykantka jest podejrzanie Å›liczna, zbyt Å›liczna na PraktykantkÄ™, Robert spoglÄ…da na jej nogi i gÅ‚owÄ™ daÅ‚by sobie uciąć, że to nie nogi Praktykantki, może i ona praktykuje co nieco tu i ówdzie, ale raczej nie w gmachu sÄ…du, to nie jest uroda sÄ…dowa, to nie jest uroda gmaszysk ponurych i monotonnych, to jest uroda zjawiskowa (...).

W tym miejscu bohatera zostawimy, talentowi Kuczoka do rozsnuwania aury Å›licznoÅ›ci (Å›licznoÅ›ci rozpoznawanej również przez czytelnika!) skÅ‚adajÄ…c hoÅ‚d. Chwila oczarowania Roberta i każdego z czytelników (czytelniczek, myÅ›lÄ™, też) którzy zdefiniowali na swój wÅ‚asny użytek choć raz w życiu urodÄ™ „zjawiskowÄ…" to dobrym przykÅ‚ad użycia technik opisu wÅ‚aÅ›ciwych dla powieÅ›ci popularnej a jednoczeÅ›nie (z mojej perspektywy) trafnym rozpisaniem uniwersalnej nadziei zachwytu, delikatnej iskierki, jaka rozbÅ‚yskuje w chwili doÅ›wiadczenia piÄ™kna. Podobnie jak w brutalizujÄ…cym samozachwycie Pana Męża oglÄ…dajÄ…cego swe zadrapania przed lustrem czytelnik dotyka niedosÅ‚ownoÅ›ci, wpatruje siÄ™ w zawsze „tak zwanÄ…" Å›liczność, erotykÄ™, wyuzdanie... I sam dokomponowuje resztÄ™! Bez wÄ…tpienia jednak, dźwiÄ™k mlaszczÄ…cych genitaliów pozostanie z każdym z czytelników powieÅ›ci przez jakiÅ› jeszcze czas, na szczęście; bo w zakotwiczeniu Kuczoka w zmysÅ‚owej rzeczywistoÅ›ci kryje siÄ™ nadzieja dla jego przyszÅ‚ego pisarstwa. Wspomniana scena sÄ…dowa balansuje niebezpiecznie  (jak i w kilku innych miejscach powieÅ›ci) na granicy kiczu, ale, za sprawÄ… arcymisternie użytego okreÅ›lenia, granicy tej nie narusza. Czy i w innych punktach Kuczok poradziÅ‚ sobie równie dobrze - o tym już rozsÄ…dzić musi każdy z czytelników po samodzielnej lekturze, indywidualnej wiwisekcji także swoich przecież snów.

 

m.jauksz_portret

Marcin Jauksz - Szef Działu Czytelnia StrefaSingla.pl, z zawodu kreatywny, po amatorsku niezgorszy fantasta - w kombinacji całkiem znośny w pożyciu doktorant w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Miłośnik dobrego zwodu w literaturze, rytmu ludzkiego tętna w filmie i piękna w każdym kolejnym dniu.

 
baner_81
Kliknij, aby zobaczyć szczegóÅ‚y o dofinansowaniu