| Singlowy stan świadomości |
|
|
|
|
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre,
raz szare,
(...) - pisała Szymborska w Portrecie kobiecym pokazując różne, sprzeczne wymagania stawiane kobiecie. Jedynym bezdyskusyjnym elementem egzystencji kobiety okazuje się mężczyzna. Albo go kocha, albo się uparła. Na dobre, na niedobre i na litość boską. Dlaczego w tym kubistycznym malowidle niby przedstawiającym kobietę jedyną widoczną postacią ma być mężczyzna?! To dość czytelny, choć niezbyt optymistyczny przekaz kulturowy: partner seksualny i miłosny (dobrze by było gdyby na całe życie) - stanowi punkt docelowy. W społeczeństwie, gdzie heteroseksualność traktowana jest jak norma, a bycie w stałym związku oznacza małżeństwo przekłada się to na aksjomat „Każda kobieta pragnie wyjść na mąż". Te z nas, które od dziecka nie marzą o księciu z bajki, nie mają czasu ani ochoty szukać go czy czekać na niego lub po prostu, dla których książę nie okazał się tak dworny i zostały na lodzie, są wyrzucone poza nawias - jako te, którym się nie poszczęściło w matrymonialnej loterii. Singielka na horyzoncie Ellen Kay Trimberger w Nowej singielce próbuje wykreować alternatywny wzorzec tożsamości czy życia - kobiety, która nie określa się w relacji do mężczyzny, nie szuka bratniej duszy. Amerykańska socjolożka wychodzi z założenia, że właśnie brak ideału singielki, który majaczyłby gdzieś na horyzoncie świadomości sprawia, że kobiety nie żyjące w stałym związku postrzegają swoje życie w kategoriach porażki. Jeżeli przedstawić singielkę jako alternatywę (ani lepszą, ani gorszą) wobec mężatki okaże się, że życie bez partnera może być satysfakcjonujące, radosne - udane. Książka Trimberger to jednak nie poradnik na bytowanie w szczęśliwej samotności. To książka wyrastająca z osobistego doświadczenia autorki bycia w pojedynkę. W Nowej singielce znalazły się historie innych kobiet - znajomych i poznanych w trakcie przeprowadzania wywiadów, nie zawsze w 100% szczęśliwych, nie zawsze bogatych, niezbyt młodych, niekiedy dzieciatych, czasem chorych. Oczywiście nie można pomijać różnic kulturowych - to wszak historie amerykańskich singielek, a polska rzeczywistość pod wieloma względami się od niej różni. Przymus małżeństwa (nawet bardziej niż znalezienia drugiej połówki) jest jednak równie silny, o ile nie silniejszy, a to zapewne z powodu słabości ruchów kontrkulturowych i feministycznych, które znacząco wpłynęły na indywidualne i społeczne wyobrażenia o życiu w związku. W pojedynkę, nie - samotnie W opowieściach kobiet powtarzają się pewne elementy, które sprawiają, ze jakkolwiek żyją bez partnera, nie uważają się i nie są postrzegane jako samotne czy nieszczęśliwe. Przede wszystkim dzięki przyjaciołom, którzy, zdobywani w kolejnych szkołach, miejscach pracy i zamieszkania są jak słoje drzewne: z każdym kolejnym rokiem ich przybywa, co czyni egzystencję singielki spokojną, niewzruszoną, bo opartą na wielu więzach przyjaźni. Niekiedy singielka funkcjonuje w wielu różnych kręgach przyjacielskich, niekiedy dąży do ich zintegrowania, stając się żywym punktem kontaktowym, wśród bliskich są i pary, i inni single. Istnieje jeszcze rodzina - może ona stanowić kolejny krąg przyjacielski. Jednak losy bohaterek książki Trimberger pokazują, że krewni często nie akceptują decyzji kobiet o życiu w pojedynkę - podejrzewają, że „coś jest z nimi nie tak" lub też uparcie swatają. Dla wielu kobiet przedstawionych w Nowej singielce ważnym punktem oparcie okazywały się natomiast dzieci (własne, znajomych, byli uczniowie), które z jednej strony zapewniały opiekę, z drugiej jednak uniemożliwiały wycofanie się z aktywnego życia: dzieci potrzebowały rady, ale także sprawiały, że kobiety żyjące same trzymały rękę na pulsie życia społecznego, kulturalnego itp. Te punkty odniesienia (przyjaciele, dzieci, rodzina) sprawiają, że nowa singielka nie musi borykać się z problemami (takimi jak macierzyństwo, kłopoty finansowe, niedołężność, choroba) sama. Sieć przyjaciół zawsze uchroni ją przed upadkiem lub zamortyzuje jego skutki. Samorealizacja Ważnym elementem przynoszącym satysfakcję jest praca. Bohaterki Nowej singielki nie zawsze wykonują zawody dobrze płatne, niektóre są pielęgniarkami, nauczycielkami czy przedszkolankami, wszystkie jednak robią to, co lubią - a więc robią to z zaangażowaniem i entuzjazmem. Takie praco-hobby sprawia, że sukcesy zawodowe w dużej mierze są sukcesami osobistymi, prywatnymi, podnosząc samoocenę i przysparzając wielu radości. Oczywiście granica pomiędzy pracoholizmem a zaangażowaniem jest cienka - przy ożywionym życiu towarzyskim czy rodzinnym nie zawsze jednak chce się zabrać pracę do domu. Ostoją singielki jest jej dom czy mieszkanie - dostosowane do potrzeb, upodobań; przestrzeń, w której ma władzę absolutną. Często długo i starannie urządzane, tak by było i azylem, i ośrodkiem życia towarzyskiego, miejscem, gdzie można wychowywać dziecko i gdzie każdy chętnie wpadnie na filiżankę herbaty czy na wspólne oglądanie filmów. Która jest godna miana singielki? Wielką zaletą opowieści Trimberger jest to, że pisze o dojrzałych kobietach (40-60-letnich), wiele z nich to kobiety sukcesu: pracujące na wysokich stanowiskach, dobrze zarabiające, odbywające długie podróże, posiadające piękne domy. Są jednak wśród nich i takie, które wynajmują mieszkanie, pracują na stanowiskach niezbyt prestiżowych i niezbyt dobrze opłacanych, z dziećmi które sprawiają problemy wychowawcze. Część z nich nie posiada stałego partnera, bo tego nie chciały, część - bo po prostu tak wyszło. Trimberger daleka jest od przeciwstawiania i antagonizowania kobiet żyjących w związkach i poza nimi. Wskazuje raczej na istnienie kobiecego kontinuum, w którym kobiety w mniejszych lub większych odstępach czasu nawiązują dłuższe lub krótsze relacje erotyczne czy miłosne, niekiedy prowadzące do małżeństwa - w ich życiu są jednak i inne elementy, które odgrywają zmienne role, ale nie znikają wraz z pojawieniem się mężczyzny: przyjaciele, zainteresowania, praca, czasem dzieci.
Trimberger pytając o to, kim jest
nowa singielka nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Bo nie ma czegoś takiego jak
singielka idealna - w mnogości różnych egzystencji byłby to tylko kolejny
opresyjny wzorzec. Czy życie w pojedynkę oznacza brak stałego partnera (ale co
oznacza stały partner? Jeden na całe życie? Poślubiony?), prowadzenie
oddzielnego gospodarstwa domowego, nie nawiązywanie żadnych relacji miłosnych?
Ile lat (a może miesięcy) trzeba żyć w pojedynkę, by móc nazywać się singlem?
Wydaje się, że dla Trimberger bycie singlem to bardziej pewien stan
świadomości, zadomowienia w sobie, które sprawiają, że nie trzeba czekać na
partnera ani szukać go. Bo - jakkolwiek brzmi to niczym slogan reklamowy -
czasem dobrze jest być singlem. Trzeba tylko potrafić.sdf
*Magdalena Bednarek - absolwentka poznańskiej polonistyki i doktorantka na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej, feministka, współlokatorka neurotycznego Liska i adeptka sztuki pieczenia tart.
|





autor: Magdalena Bednarek*
